środa, 9 listopada 2016

Moje spotkanie z Ewą Chodakowską


Cześć, jak wiecie jestem fanką uprawiania sportu. Jazda konna, bieganie, pływanie, tabata, zumba, crossfit, siatkówka... kocham je wszystkie i co chwila próbuję nowego. A co robię kiedy nie mam kasy na fittnes club lub gdy na dworze jest zimno? Oddaję się treningom z Ewą. Teraz sięgam po nie ze względu na to, że bieganie jesienią nie daje mi radości tylko ból gardła. Ale treningi z nią zaczęłam już dwa lata temu. Mój chłopak miał problem z tym, że ważę więcej od niego. Nie śmiejcie się. On jada normalnie, ale jest typowym endomorfikiem. Ma to za swoim tatą. Ja gruba nie byłam. Ważyłam 60kg przy 170cm wzrostu. BMI w normie, ale ile można słuchać tego jego marudzenia? Jednym słowem wszedł mi na psychikę i zaczęłam ćwiczyć z Ewą. Jadłam normalnie. Nie żałowałam sobie chipsów czy ciastek. Jednak efekty były. Potem z tej aktywności zrezygnowałam. Kilka razy do niej wracałam i to wcale nie z powodów fizycznych a czysto psychicznych. Uwierzcie mi, że to w tej dziedzinie programy treningowe Ewy dają największy skutek. Dzięki nim zyskuję pewność siebie. Na każdym treningu pokonuję swoje słabości i staję się lepszą wersją samej siebie. Za to je kocham.

Na warsztaty z Chodakowską chciałam się wybrać już rok temu. Marzyłam o tym i co? I brakowało mi kilku dni do bycia pełnoletnią, a ze względu na moje omdlenia emocjonalne mama nie podpisała zgody. W tym roku bilet kupiłam, gdy tylko zobaczyłam post Ewy na Instagramie. Wydałam 120zł i każdy wmawiał mi, ze to dużo. Otóż nie. Po pierwsze spełnianie marzeń kosztuje. Po drugie miałam tam pięć treningów z najlepszymi trenerami w Polsce, czyli średnio jeden trening kosztował 24 zł. Tyle kosztuje u mnie w mieście godzina treningu na trampolinach.
"Nastała wiekopomna chwiła" jestem w Poznaniu czekam i słyszę głos "Czy Poznań jest gotowy?" tak to Ewa! Wow! Towarzyszyło mi tyle emocji. Trening z nią był istną walką właśnie z emocjami. Owszem bolały mięśnie, ale Ewa stale powtarzała, że potrafimy to zrobić, że jest to czas by zawalczyć, by przezwyciężyć swoje słabości. A jak dobrze wiemy takie zajścia z treningów przekładają się na życie prywatne. Robimy jakiś mocny interwał. Mięśnie ud palą, myślę sobie, że zaraz odpuszczę i co? Koło mnie pojawia się Ewa. Oczywiście od razu nabieram sił. Ćwiczę jak opętana do końca serii. Kończę dumna, ale zmęczona i wtedy podchodzi Ewa i energicznie przybija mi "piąteczkę". Było warto się pomęczyć. 
ekipa be active
Po treningu Ewa powiedziała kilka słów motywacji i większość z nas się popłakała.
Potem był trening z Patrykiem Puczyłowskim. Ile ten facet miał w sobie energii. Nie dość, że ćwiczył razem z nami i to ostro to jeszcze w przerwach tańczył i skakał w rytm muzyki. Co więcej zarażał tym nas i mimo zmęczenia robiłyśmy to samo, co on.
Trening z Lelkiem- mężem Ewy był skonstruowany na zasadzie gier. Podzielił nas na dwie grupy. Stałyśmy naprzeciwko siebie i raz ćwiczyła jedna strona, raz druga. Biłyśmy sobie brawo i dopingowałyśmy się wzajemnie. Leftek zwrócił szczególną uwagę na mięśnie pośladków i mimo, że była to zabawa to jednocześnie dał nam niezły wycisk.
Trening z Tomkiem Choińskim? Tak, to ten- mój przystojniak z be active. Ubóstwiam go. Czekałam na jego kolej, ale byłam na niej już mega zmęczona. Momentami chciało mi się spać. Jednak Tomek potrafił mnie obudzić. Na koniec swoich zajęć zaprosił na scenę Patryka i wspólnie śpiewali piosenkę Queen "I want it all" biegając i robiąc przy tym planka na zmianę. Wiecie jaka to radość robić planka i krzyczeć ten tekst? A wiecie jak fajnie kiedy biegniecie najszybciej jak umiecie, w tle leci ten kawałek a Tomek zbiega na dół i przybija uczestniczkom "piątki". Moc endorfin. 
Na końcu rozciągałyśmy się z Basią podczas jogi. Było to moje drugie spotkanie z tą dyscypliną i niestety nie zapałam do niego miłością. Po tylu treningach mięśnie potrzebowały stretchingu, ale  podziwiam tych, którzy oddają się jodze na co dzień. Mnie ona nudzi.
psycholog i trener w jednym
Na sam koniec był czas na zdjęcia. Moi znajomi śmiali się, że tylko po nie pojechałam. Każda z nas mogła przytulić się do Ewy i zamienić z nią słowo. Ja oczywiście się popłakałam jeszcze przed zdjęciem. Powiedziałam jej, że jest moim psychologiem, a ona zapewniła mnie, że wszystko będzie dobrze, i że mam się trzymać i walczyć o siebie. Ona jest na prawdę cudowną osobą. To nie jest gwiazda trzymająca fanów na dystans. Przez cały ten dzień traktowała nas jak dobrze znane koleżanki. Oczywiście zdjęcia z pozostałą ekipą be active też nie odpuściłam. Musiałam wyściskać tych przystojniaków. Oni też okazali się bardzo przyjaźni.
zwycięskie zdjęcie konkursowe
Dziękowali za udział w warsztatach i gratulowali, że dałyśmy radę to wszystko wytrzymać, a raczej wyćwiczyć.
To był cudowny dzień. Marzenie spełnione. Jeśli kiedykolwiek będę miała okazję chętnie wybiorę się na active tour raz jeszcze chociażby po to by dostać tam motywacyjnego kopa.
Dodatkowo pochwalę się, że wzięłam udział w konkursie organizowanym przez Nałęczowiankę i zostałam jego laureatką. Czekam aż kurier przyniesie mi wyczekiwaną matę do ćwiczeń. Teraz pozostaje dotrzymać słowa i przebiec maraton.
 

Już odpowiadam na Wasze pytanie. Tak, mięśnie bolały przez dwa dni. Pierwszego dnia czułam nogi, a drugiego pośladki. Wierzcie mi, że chodzenie sprawiało mi ból. Tak, było warto. Lubię to uczucie. Dzięki niemu wiem, że dałam z siebie wszystko.