sobota, 12 listopada 2016

"Ja nie zamierzam się poddać, Ty nie zamierzasz ustąpić...", czyli "Nieprzekraczalna granica"- Colleen Hoover

Wiecie jakie to jest dziwne uczucie kiedy kłócicie się ze swoim chłopakiem i uważacie, że mu na Was nie zależy, mówicie mu, że jego słowa nic nie znaczą, że liczą się czyny i w tym samym czasie czytacie książkę, która właśnie o tym traktuje? W której rady udzielane bohaterom są tak naprawdę potrzebne Wam. Wierzcie mi, że nie wiedziałam, co o tym myśleć. Ciekawe doświadczenie. Mieliście kiedyś taką sytuację? Jakiego utworu ona tyczyła? Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach.

"Nieprzekraczalna granica"- Colleen Hoover

Polski tytuł: Nieprzekraczalna granica
Oryginalny tytuł:
Point of retreat
Autor:
Colleen Hoover

Liczba stron:
304
Wydawnictwo:
W.A.B
Data wydania:
18.02.2015 
Kategoria:
literatura obyczajowa i romans
Opis: Kolejna, po Pułapka uczuć, część trylogii opowiadającej o miłosnych perypetiach Layken Cohen i Willa Coopera. Layken i Willa łączy więcej niż typowe młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, podobne potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą poradzić sobie z wychowaniem młodszego rodzeństwa, zbyt wcześnie osieroconego. Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni. Ich związek rozpada się jednak w momencie, gdy na drodze Willa pojawia się Vaughn, jego dawna miłość. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, mimo że wie, iż Layken może mu nie wybaczyć kłamstw. Czasami dwoje ludzi musi się rozstać, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo siebie potrzebują. Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobaczą?


Piszę ten post świeżo po przeczytaniu książki, więc może być nieco chaotycznie, ale nadal targają mną emocje. A dokładniej to mam mieszane uczucia. 
Pierwsza część tej serii <recenzja tutaj> mnie zachwyciła. Po drugą sięgnęłam niemalże od razu i już na początku się uśmiechnęłam. Podobało mi się, że tym razem to Will będzie narratorem. To pozwoli nam go lepiej poznać. Nie myliłam się w tej kwestii. Początek lektury wyjaśnił mi wiele poglądów bohaterów i powodów ich postępowania, których wcześniej nie rozumiałam. 
"Mężczyzna może mówić kobiecie setki razy, że ją kocha, aż mu język zdrętwieje. Słowa nic dla niej nie znaczą, jeśli się bije z myślami i jest pełna wątpliwości. Musisz jej tego dowieść."
Dalej było już nieco mniej pozytywnie. Momentami zastanawiałam się, czy Colleen ma coś wspólnego z Georgem Martinem. Mówię poważnie. Ile nieszczęść może spaść na jedną rodzinę. Nie przesadzajmy. Momentami ta powieść to był dramat i tragedia na najwyższym poziomie. Dziwiłam się, że Ci bohaterowie są w stanie to jeszcze udźwignąć. Na końcu czekał już tylko aż ktoś umrze, bo tylko śmierci, którejś z głównych postaci mi tam tylko brakowało. Na szczęście się nie doczekałam. Po lawinie tragicznych zdarzeń wyszło Słońce i Lake i Will mogli odetchnąć z ulgą. Tyle jeśli chodzi o fabułę.
Bohaterów przedstawiać nie będę, bo znamy ich z pierwszej części. Mimo, iż minęły dwa lata pomiędzy wydarzeniami z tych części to oni wcale się nie zmienili. Z jednej strony to dobrze, bo lubię ich takimi jakimi są. Z drugiej zaś trochę mnie irytowali. Chciałabym by dojrzeli. Zwłaszcza Lake, która tak jak skomentował to Will "zachowywała się jak dziecko". Mimo to nie chcę ich oceniać, bo sytuacja, w której się znaleźli jest niecodzienna i sama nie wiem jakbym sobie z nią poradziła. 
Skoro już się czepiam to trochę o okładce. Pierwsza strona zachęca do poznania książki, współgra z okładką pierwszego tomu. Wszystko cacy. Tylko dlaczego, pytam się dlaczego wewnętrzne strony okładki są niebieskie. Nie dawało mi to spokoju podczas czytania. Mówię poważnie nie mogłam się przez to skupić. 
"Ja nie zamierzam się poddać, Ty nie zamierzasz ustąpić, Ta bitwa przekształci się w wojnę, Zanim uda mi się ją skończyć."
Koniec tego, co było złe teraz kilka słów o tym, co mi się bardzo podobało, czyli o akcji wydarzeń. Wierzcie mi, że jej nie brakowało. Tak jak wspominałam wcześniej ciągle coś się działo. Autorka miała naprawdę dużo pomysłów pokierowanie losami bohaterów i to nie tylko tych głównych, ale i drugoplanowych. Ciekawe rzeczy wydarzyły się w życiu ich przyjaciół i rodzeństwa. Poznajemy tam nawet historię ich sąsiadów. Nie szło się nudzić.
Dzięki dialogom, które w wykonaniu Hoover uwielbiam, występującym w treści wierszom i cytatom książka nabiera głębokiego przekazu. Można wynieść z niej wiele ciekawych sentencji i życiowych rad. Poza tym ten zabieg sprawia, że powieść czyta się bardzo szybko. Mi zajęło to jeden dzień.
A wiecie, co podobało mi się najbardziej? Zakończenie. Nie będę Wam o nim nic mówić, ale wierzcie mi, że warto przeczytać by do niego dobrnąć. 
Podsumowując jest to dobra lektura. Moje trzecie spotkanie z tą autorką i chyba dopiszę ją do listy moich ulubionych. Powiedziałabym, że jest to świetny romans obyczajowy. Lekki do przeczytania mimo trudnych tematów, które podejmuję. Myślę, że Colleen odkryła dobry sposób na oswajanie ludzi z tematem śmierci, bólu, cierpienia, poczucia obowiązku i wszystkiego innego, co wydaje nam się złe i trudne w życiu. 
                                                                                                                                      
! UWAGA SPOJLER !
Mam pytanie do tych, którzy mają już tę pozycję za sobą. Mianowicie wiece już jaki sposób na bycie przy Willu i Lake znalazła Julia. Pomysł z gwiazdkami był świetny. Żałuję jednak, że powypisywała tam cytaty, a dokładniej życiowy motywatory, które znajdziemy na pierwszych stronach Internetów... I właśnie o nie chcę Was zapytać. Jak Wam się to podobało? Jak wy to odbieracie? Nie wydaje Wam się, że fakt, że cytat zawsze pasował do życiowej sytuacji bohaterów był nie trafiony? Moim zdaniem książka nieco na tym straciła, bo przestało być to dla mnie realne. Co Wy o tym myślicie?