czwartek, 15 grudnia 2016

"Trzy oblicza pożądania"- Megan Hart

Pora na to, co tygryski lubią najbardziej... Tak, tak Justowa przeczytała erotyk. Zapraszam na recenzję.

"Trzy oblicza pożądania"- Megan Hart

Polski tytuł: Trzy oblicza pożądania
Oryginalny tytuł: Tempted
Autor: Megan Hart
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Mira
Data wydania: 3.10.2012
Kategoria: literatura obyczajowa i romans, erotyk
Opis:  Nigdy nie zdradziłam męża. Nie miałam też żadnych powodów, by podejrzewać, że on mnie zdradził. A teraz zapraszaliśmy obcą osobę do naszego łóżka. Musiałabym być stuknięta, żeby nie czuć niepokoju. Pożądanie zwyciężyło nad zdrowym rozsądkiem. Zupełnie jak w przeszłości, gdy moje ciało zignorowało rady umysłu i serca. Dojrzałam, ale nie zmądrzałam. Stałam pomiędzy, ale jednocześnie ponad nimi, jak dama między dwoma królami. Byli opanowani, choć gotowi zmienić to w każdej chwili, czekali tylko na moją komendę. Nie byli podobni, ale w tej chwili całkowicie nierozróżnialni. – Chodźcie – powiedziałam cicho, ale obaj mnie usłyszeli. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do sypialni, nie oglądając się za siebie. (…) Podniosłam powoli ręce, ujęli moje dłonie i wtedy ich przyciągnęłam. Poczułam na plecach ręce męża obok rąk Alexa. Nie byliśmy już trójkątem o ostrych wierzchołkach, lecz tworzyliśmy krąg. Spleciony z ramion, nóg i złączony wspólnym pragnieniem. 



Jako fanka erotyków mam całą listę tytułów z tego gatunku i szukam ich by móc poznać je wszystkie. Tak było i tym razem. Książkę udało mi się odnaleźć w bibliotece, która znajduje się w pobliskim do mojego mieście. Już na wstępie mówię Wam, że warto było tej lektury szukać i warto było jej się oddać.
Zacznę od tego, że było to moje pierwsze spotkanie z Megan Hart. Cieszę się, że mogę je nazwać owocnym. Autorka pisze bardzo dobrze. Przeważnie pisarzom uprawiającym ten gatunek zarzuca się nieumiejętność władania słowem. O pani Hart powiedzieć tego nie mogę. Pisze ona lekko, dobrze dobiera słowa i ma ich dużo w swoich zasobach. Nic nie denerwuje tak bardzo w erotykach jak ciągłe i bezcelowe powtarzanie wulgaryzmów. Jak się okazało, można się bez tego obejść. Podoba mi się styl Megan. Utwór jest dynamiczny i czyta się go bardzo szybko. Mi zajęło to parę godzin. Jak się do powieści dorwałam to nie szło mnie od niej odciągnąć, więc przeczytałam ją bez odkładania na chociażby chwilę, a nie zdarza mi się to często.
Tematu fabuły drążyć nie będę. Opis zdradza dostatecznie dużo, a skoro to erotyk to uważam, że musi nieść za sobą jakąś intrygującą tajemnicę, ma pobudzać nasze zmysły i prowokować do odrywania kolejnych zwrotów akcji. Tutaj wszystko to znalazłam. Akcji nie brakuje, co chwilę coś się dzieje. Utwór jest wielowątkowy, a poszczególne historie łączą się i przeplatają wzajemnie. Najważniejsze o czym powinnam tutaj napisać to to, że nie jest to pusty erotyk. On ma głębię, niesie przesłanie. Autorka nie skupia się tylko na fizyczności bohaterów, ale przede wszystkich wchodzi w ich psychikę. Przybliża ich myśli dzięki czemu znamy motywy ich postępowania. Ten zabieg pozwolił mi zrozumieć postępowanie tych postaci.
Skoro już o nich mowa to przyznaję, że przypadli mi oni do gustu. Chociaż wiecie doskonale, że w tak zwanych miłosnych trójkątach zawsze ktoś jest lepszy ktoś jest gorszy. Tak było i tym razem. Z główną bohaterkom polubiłam się najbardziej i potrafiłabym się z nią utożsamić. Jest ona trochę takim symbolem skrytych pragnień i fantazji, którą skrywa w sobie kobieta. W końcu każda z nas ma swoje tajemnice i marzenia, o których boi się lub wstydzi mówić i nie muszą one być koniecznie związane ze sferą erotyczną. Mąż Anne był kreacji psychologicznej nieco pozbawiony. Autorka trochę go pominęła. Przyznam, że nie budził on we mnie żadnych namiętności i uważałam go raczej za ofermę, ale chętnie poznałabym tę historię pisaną z jego perspektywy. Chciałabym znać jego zdanie, wiedzieć jakie uczucia nim władały, co chciał osiągnąć. Teraz uwaga: kolej na niego- przystojnego, tajemniczego, intrygującego, szczerego, zabawnego, opiekuńczego, boga seksu jakim jest Alex Kennedy. Wymówcie to głośno: Alex Kennedy. Przecież tylko to wystarczy by pobudzić nasze zmysły. Ten pan kipi seksem i pozostanie jednym z moich ulubieńców. Nie mogę się doczekać kiedy przeczytam kolejny utwór z nim w roli głównej.
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o okładce. Jest ładna, ale nie porwała mnie. Chociaż czytałam, że wielu osobom bardzo się podoba. Mi trochę przypomina kopię ilustracji ze „Zmierzchu”. Jednak nie będę się jej ani czepiać, ani rozwodzić się nad tym dlaczego taka a nie inna. Jak jest to niech sobie będzie. W niczym nie przeszkadza a daje odczuć z jakiego gatunku ta książka się wywodzi, więc chyba spełnia swoje zadanie.  Chętnie poznam Waszą opinię na ten temat.
Jak widać „Trzy oblicza pożądania” spełniły moje oczekiwania. Odnalazłam w nich to czego szukam w tym gatunku. Gorąco je polecam zarówno fankom erotyków jak i osobą, które przygodę z nimi chcą zacząć, a jeśli jest ktoś, kto za nimi nie przepada i uważa, że nic one do życia nie wnoszą to myślę, że a pozycja może zmienić Wasze myślenie.


A teraz chciałabym z Wami poruszyć pewną kwestię. Zwrócę się do dziewczyn, bo to zapewne głównie panie po ten gatunek sięgają. Zauważyłyście, że w erotykach główna bohaterka (rzadziej bohater, ale zawsze jak nie ona to on) ma problemy rodzinne lub miała złe dzieciństwo? Jak myślicie to jest jakiś wyznacznik czegoś? Bez złych wspomnień nie można mieć udanego związku i zadowalającego pożycia? Zastanawiam się nad tym, mam kilka teorii, ale chętnie z Wami o tym podyskutuje.