czwartek, 22 grudnia 2016

Nawet "złe dni" mogą zasłużyć na miano wyjątkowych, czyli "Wyjątkowy dzień"- A. D. Julliand

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest stracić kogoś kogo się kocha? Większość z nas pewnie zna to uczucie. A co kiedy traci się własne dziecko? Ja nie potrafię sobie tego wyobrazić dlatego chętnie sięgnęłam po drugi tom serii, która pokazuje i uczy czym jest miłość jaką matka darzy swoje dzieci.
Post ten napisałam jakoś we wakacje, ale wydaje mi się, że warto opublikować go w czasie świątecznych wzruszeń.


"Wyjątkowy dzień"- Anne-Dauphine Julliand

Polski tytuł: Wyjątkowy dzień
Oryginalny tytuł: Une journee particuliere
Autor: Anne-Dauphine Julliand
Liczba stron: 228
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Data wydania: 30.01.2015
Kategoria: literatura faktu
Opis:  29 lutego to szczególna data. Z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze pojawia się w kalendarzu raz na cztery lata. Po drugie, to rocznica urodzin Thais, córeczki Anne-Dauphine Julliand, dotkniętej ciężką chorobą genetyczną układu nerwowego. Thais przeżyła trzy lata i dziewięć miesięcy. Miała krótkie, lecz piękne życie. Anne-Dauphine opowiada o tym zwykłym-niezwykłym dniu, w którym Thais skończyłaby osiem lat. W tym dniu bierze oddech od pracy i obowiązków, starając się pełnią życia przeżyć każdą chwilę. W tym dniu przeszłość miesza się z teraźniejszością. Każdy gest, każde słowo nabiera wyjątkowego znaczenia, przywołuje przechowywane pieczołowicie wspomnienie, wywołując na przemian śmiech i łzy. Niesamowita lekcja pogody i szczęścia. Piękna historia miłosna, którą czyta się jednym tchem, z oczyma pełnymi łez. 


Autorka opowiada o dniu 29 lutego. Dacie, która w kalendarzu trafia się raz na cztery lata. Czy jest to dzień wyjątkowy? Dla mnie nie. Dla autorki zdecydowanie tak. W tym dniu urodziła się Thais- bohaterka książki "Ślady małych stóp na piasku". Thais żyła krótko, ale pięknie i godnie. Rodzice zrobili wszystko, co mogli, by zmniejszyć jej cierpienie. Kochali ją taką jaką była, a była wyjątkowa.
W drugiej części swojej historii Anna Julliand po raz kolejny trzyma czytelnika nad przepaścią. Gra na emocjach. Budzi uczucia, których wcześniej się nie czuło. Na prawdę, ja jestem osobą, która nie zawsze uwielbia dzieci, swojego nie planuję przez co najmniej najbliższe pięć lat i co? I czytając powieści tej pisarki pragnę mieć dziecko, bo pozwala ono poczuć coś czego nie poczuje się przy nikim innym, bo wyzwala ono uczucie. Śmiem twierdzić, że tę książkę powinna przeczytać każda kobieta.
Jak widać książka to wywiera na czytelnikach ogromne wrażenie. Nie może być inaczej, bo czytamy o śmierci, o narodzinach, o szczęściu, o rozpaczy, o miłości, o nienawiści. Tak, czytamy o skrajnościach, bo z nich składa się nasze życie. Nasz los codziennie przeplata dobre i złe strony egzystencji, a autorka pokazuje, że każda z nich jest konieczna i przede wszystkim piękna.  

"Wspaniały dzień" to przede wszystkim opowieść o wspomnieniach, marzeniach i przemyśleniach matki, która wydała na świat chore dziecko i kochała je oraz trwała przy nim do końca. Czyta się to szybko z zapartym tchem, bo inaczej się nie da. Są jednak przerwy, ale tylko na otarcie łez.
Dobra koniec tego pisania. Przepraszam, ale ja nie potrafię zrecenzować tej książki. Dałam sobie chyba miesiąc na napisanie tej recenzji po to by ochłonąć a pisząc ją nadal mam ochotę się rozpłakać. Jestem zbyt emocjonalna, czuję za bardzo.
Powiem krótko: tej książki się nie recenzuje, tą książkę się czyta. Ona na to zasługuje.


Czytaliście? Znacie? Co myślicie?