poniedziałek, 2 stycznia 2017

Gdy wspomnienia prowadzą do śmierci trzeba się ich pozbyć. "Plaga samobójców"- S. Young

Długo zbierałam się za napisanie się tej recenzji, co jest dziwne, bo raczej piszę ją po skończeniu książki przed rozpoczęciem kolejnej. Tym razem tak nie było, bo... bo nie wiem, co napisać. Na powieść tę czekałam bardzo długo i zdaje się, że oczekiwałam czegoś innego.

"Plaga samobójców"- Suzanne Young

Polski tytuł: Plaga samobójców
Oryginalny tytuł: The Program
Seria: Program
Autor: Suzanne Young
Liczba stron: 500
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 23.09.2015
Kategoria: fantastyka
 Opis: Nastolatki masowo popełniają samobójstwa. W niektórych szkołach władze wprowadzają więc pilotażowy program przeciwdziałania tej epidemii. Wszelkie objawy depresji są skrupulatnie notowane, a ci, którzy się załamują, są poddawani leczeniu w odizolowanych klinikach. Leczenie wydaje się skuteczne, ale każdy, kto brał udział w programie, wraca do zwykłego życia kompletnie pozbawiony wspomnień. Rodzice Sloane stracili już jedno dziecko i są gotowi na wszystko, by tylko ją uratować. Dziewczyna tłumi więc swoje prawdziwe uczucia. Jedyną osobą, przy której czuje się swobodnie, jest James, jej chłopak. Obiecał jej, że ich dwojgu nic się nie stanie, a Sloane jest pewna, że ich miłość przetrwa wszystko. Lecz z tygodnia na tydzień oboje stają się coraz słabsi. Coraz trudniej im zachowywać twarz, bo dopada ich depresja. A później Program.
Mroczna, dystopijna powieść z romansem w tle. 

Na tę serię ostatnio panowała moda. Recenzje jej przewijały się na co drugim blogu. Zazdrościłam tym, co mieli już okazję ją czytać. Motyw samobójstwa i zakazanej miłości w jednym? To jest to! To musi być hit! Jak się okazało jednak nie, nie musi. A szkoda, bo mógł być. Potencjał był.

"...najpiękniejsze jest właśnie to, że niektóre błędy musimy popełniać w nieskończoność (...)"
Sam pomysł na fabułę wydawał się idealny. Jednak moim zdaniem został źle poprowadzony. Czegoś mi brakowało. Nastolatki popełniają samobójstwa, działa Program, który ma je przed tym uchronić. aby to osiągnąć pozbawia się "zakażonych" pamięci by wymazać wspomnienia, które mogłyby wywoływać samobójcze myśli. Niestety delikwent traci też przyjemne strony swojej przeszłości i nie wie kim jest. Dodatkowo dzieciaki nie powinny się zakochiwać, bo to najczęściej prowadzi do depresji ani mieć kontaktu z osobami "zarażonymi". Na koniec oczywiście pojawia się główna bohaterka, której wydaje się, że wie więcej o Programie niż jej naiwni poprzednicy i zdecydowanie nie chce być "zdrowa". Opisałam to w dostateczni płytki sposób? Starałam się, bo jak widać ta skrócona historia mogła okazać się ciekawa, a była po prostu płytka. Brakowało jej głębi.
Winię za to bohaterów, bo to im musiało czegoś brakować. Nie wzbudzali oni we mnie emocji. Mimo, że akcji nie brakowało, że ich losy były poplątane i wielowątkowe to ja się z nimi zżyć nie potrafiłam. Było mi obojętne to czy bohaterce się uda dojść do tego do czego dąży czy też nie. Gdyby popełniła samobójstwo w środku powieści to też by chyba dla mnie wielką stratą nie było. Może wtedy obudziły by się we mnie emocje pod wpływem tego dramatyzmu. Jedyne uczucia, które czułam podczas czytania "Plagi samobójców" to złość na twórców Programu. Jak ci ludzie mnie denerwowali. Dla mnie byli po prostu głupi. Te pseudo sesje terapeutyczne. Im się wydawało, że pracują z królikiem doświadczalnym, albo i nie on też ma jakiś tam rozum. Oni traktowali swoich podopiecznych jak istoty pozbawione funkcji myślenia. Jak tak można obchodzić się z człowiekiem. I ci naiwni rodzice wysyłający tam dobrowolnie swoje dzieci. Kolejne półgłówki, które nie dowiedziawszy się nic o zasadach działania systemu posyłają do niego swoje pociechy. Nieodpowiedzialni ludzie powinni bronić swoje dzieci przed nim. Ja rozumiem, że Program miał otoczkę propagandy i wszyscy myśleli, że jest ekstra i nie ma wad, ale serio? Nawet Polacy po czasie zauważyli, że piękna w podstawowych założeniach komuna wcale idealna nie była.
"Wszystko straciło nagle sens. A może tak naprawdę nigdy go nie miało, a ja dopiero teraz to zrozumiałam."
Książka mi się dłużyła. Nudziłam się podczas czytania i czekałam tylko na jej konie albo chociaż jakiś moment zwrotny, który niestety nie nadszedł.  Teraz mam problem, bo nie zostawiam nie skończonych serii a po kolejną część Programu naprawdę nie chcę sięgać i będę się do niego zmuszać. 

Czy tylko ja się tak na tej powieści zawiodłam? Jakie są Wasze opinie?