poniedziałek, 9 stycznia 2017

OMG! Jakie to było złe, czyli "Następczyni"- K. Cass

Dziś będzie krótko, bo jest zimno, ludzie marudzą o wszystko. Ja marudzić nie chcę, ale po przeczytaniu tej książki się niestety nie da dlatego powiem o niej najmniej jak się da. Chcecie wiedzieć, co tak bardzo zasłużyło na moją krytykę? Zapraszam!


"Następczyni"- Kiera Cass

Polski tytuł: Następczyni
Oryginalny tytuł: The Heir

Autor: Kiera Cass
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 13.05.2015
Kategoria: literatura młodzieżowa
Seria: Selekcja, tom 4
Opis: Dwadzieścia lat temu America Singer wzięła udział w Eliminacjach i zdobyła serce księcia Maxona. Teraz nadszedł czas, by swoje Eliminacje zorganizowała księżniczka Eadlyn. Eadlyn nie oczekuje, że jej Eliminacje będą choć odrobinę przypominać bajkową historię romansu jej rodziców. Jednak gdy rozpoczyna się rywalizacja, dziewczyna odkrywa, iż znalezienie szczęśliwego zakończenia nie jest tak niemożliwe, jak zawsze się spodziewała. 


 "Wydaje mi się, że nikt nie wie na pewno, czego szuka, dopóki tego nie znajdzie."
Moje pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego Pani Cass to zrobiła? Nie psuje się tego, co było dobre. Po co pisać dalej historię, która się zakończyła. Wyjaśnijmy sobie raz na zawsze, jeżeli bohaterowie są w stanie poradzić sobie dalej bez nas to ich zostawiamy w spokoju. Nie męczymy ich, nie wymyślamy a już na pewno nie piszemy historii w stylu "dwadzieścia lat później", bo to już inne postacie, inne charaktery, inna historia. 
Seria selekcja była dla mnie fenomenem i powinna się skończyć na trzecim tomie. Koniec kropka. Żadnego ale. Losy Americi i Maxona znalazły szczęśliwe zakończenie i niczego więcej nie było trzeba.
Żeby nie było, że marudzę bezpodstawnie postaram się pokrótce zrecenzować tę książkę.
Okładka? Niech będzie na plus- chyba jedyny jaki tutaj znajduję. Dopasowała się do pozostałych okładek z tej serii i tyle. One były dobre to i ona nie jest zła, ale niczym nie zaskakuje. Kolejna do kolekcji i tyle.
Dalej fabuła, czyli... nuda. Kolejny raz to samo. Kolejne eliminacje. Świeżością jest to, że tym razem to dziewczyna szuka męża i król nie jest tyranem. Moim zdaniem pomysł kompletnie nie trafiony a zachowania i sytuacje przedstawione w powieści są wyjęte z rzeczywistości. Przypadkowi faceci wpuszczeni do pałacu moim zdaniem zachowywali by się inaczej. Wszystko tam było jakieś takie sztuczne.
"Mam tylko jedno serce i muszę się z nim obchodzić ostrożnie."
Na koniec bohaterowie, a raczej ona, jedna bohaterka- Eadlyn. Boże! Nie znoszę tej dziewczyny. Trafia na listę moich znienawidzonych postaci. Bardziej głupie, wyrachowanej i pustej panny od niej nie znam. Laska totalnie zapatrzona w siebie. Jej jedynym problemem jest to, że jak na księżniczkę przystało powinna się ustatkować. Tatuś we wszystkim idzie jej na rękę, ale jej nadal jest źle. Dziewczynka nie wierzy w miłość mimo, że widzi ją na każdym kroku. A i jest wielce zdziwiona, że lud jej nie uwielbia jakby wielbienie jej miało być czymś oczywistym. Serio? W jakim celu Pani Cass wykreowała tę postać? Co chciała pokazać? Bo ja nie wiem.
Podsumowując, głupkowate zachowanie głównej bohaterki odebrało mi radość czytania i szczerze liczyłam tylko na to, aż dostanie ona od życia przysłowiowego "kopa w tyłek", by się w końcu ogarnęła. Niestety ten moment nie nastąpił, więc zdecydowanie odradzam sięganie po tę część Selekcji, bo szkoda psuć sobie opinię o twórczości tej autorki, bo zapowiadała się ona dobrze. Ja mogę Was tylko ostrzec, czytacie na własną odpowiedzialność. 

Tylko mnie tak zdenerwowała ta część? Co Wy o niej myślicie?