piątek, 20 stycznia 2017

A co by było gdyby... Polska nadal była krajem pogańskim? "Szeptucha"- K.B. Miszczuk

Cześć, dziś zaczniemy nieco inaczej niż zazwyczaj. Znacie tych Panów poniżej?
Świętowit
Weles

To Weles i Świętowit. A hit Donatana i Cleo "My Słowianie" znacie? Jasne, że znacie. Słyszała to cała Polska. A dlaczego słyszała? Bo jesteśmy spadkobiercami Welesa i Świętowita. Ci dwaj to bogowie naszych przodków. Wiara w nich została zatracona już dawno. I co najdziwniejsze nas rodowitych Słowian uczą w szkołach więcej o Zeusie lub jego rzymskim odpowiedniku niż o tych, w których wierzono na ziemiach, na których żyjemy. Część z nas imiona Weles i Świętowit słyszy po raz pierwszy. Są nam oni obcy, a dawniej podporządkowywano sobie pod nich życie. Pani Miszczuk w swojej powieści pokazuje nam jak mogłoby wyglądać życie, gdyby te wierzenia przetrwały. Jesteście ciekawi jej wizji? Zapraszam na recenzję!


"Szeptucha"- Katarzyna Berenika Miszczuk

Polski tytuł: Szeptucha
Autor:
Katarzyna Berenika Miszczuk
Liczba stron:
352
Wydawnictwo:
W.A.B.
Data wydania:
3.02.2016
Kategoria:
fantastyka

Opis:
A wszystko przez to, że Mieszko I zdecydował się nie przyjąć chrztu…
Gosława Brzózka, zwana Gosią, po ukończeniu medyny wybiera się do świętokrzyskiej wsi Bieliny na obowiązkową praktykę u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Problem polega na tym, że Gosia – kobieta nowoczesna, przyzwyczajona do życia w wielkim mieście – nie cierpi wsi, przyrody i panicznie boi się kleszczy. W dodatku nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony. Bogowie nie istnieją, koniec, kropka! Pobyt w Bielinach wywróci jednak do góry nogami jej dotychczasowe życie. Na Gosię czeka bowiem miłość. Czy jednak Mieszko, najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego do tej pory widziała, naprawdę jest tym, za kogo go uważa? I co się stanie, gdy słowiańscy bogowie postanowią sprawić, by w nich uwierzyła? Słowiańskie bóstwa, pradawne obrzędy, romans, a przede wszystkim – solidna dawka humoru! 

Z twórczością Miszczuk spotkałam się przy serii "Ja anielica/diablica..." Byłam nią oczarowana. Czy i tym razem autorka trafiła w mój gust? Zdecydowanie tak. To, co stworzyła przewyższyło oczekiwania, które miałam względem jej nowej powieści. Serdecznie gratuluję jej talentu i życzę by kolejne wydania również były tak udane.
Z zapodanego przez mnie wstępu wiecie już dość dużo o tle w jakim toczy się akcja powieści. Co ja o nim myślę? Autorka trafiła idealnie! Jest to coś nietuzinkowego, coś nowego, w końcu jakiś powiew świeżości. Lubię, gdy nasi rodacy starają się w niecodzienny sposób przybliżyć młodzieży czy nawet dorosłym nieco historii. W dzisiejszych mediach promuje się to, co zagraniczne, głównie amerykańskie. W szkołach uczą nas mitologii Greków i Rzymian- tak, wiem, że to kolebka naszej cywilizacji, ale czy my nie mamy nic swojego? Nasze podania i legendy są gorsze. Szczerze to gdyby nie pani Miszczuk nigdy bym się tym tematem nie zainteresowała, a o istnieniu Welesa bym pojęcia nie miała.
Wspominałam też o akcji. Możecie być pewni, że jest jej sporo. Wrażeń nie brakuje. Dzięki stworzeniu całkiem nowej rzeczywistości autorka miała duże pole do popisu pod kątem fabuły i moim zdaniem w  pełni je wykorzystała. 
Kreacja bohaterów też nie pozostawia sobie niczego do życzenia. Mimo, że początkowo główna bohaterka wydawała mi się być nieco zarozumiała i denerwowała przesadnym dbaniem o higienę i swoje zdrowie (kombinezon na kleszcze? co to w ogóle jest!?) to jednak szybko zyskała moją sympatię. W trakcie trwania całej historii przeszła swego rodzaju metamorfozę. Odkryła siebie, uwierzyła w swoją siłę. Czytelnik niecierpliwie czekał na ja poznanie tego, co zgotuje dla niej los.
Przyjaciele a raczej współtowarzysze, bo tak naprawdę do końca nie wiemy komu Małgosia może zaufać, też są ciekawi. Ja sama mam problem z tym czy Mieszko jest dobry, czy zły. Szeptuchy też do końca pewna nie jestem. Jej postać zaskoczyła mnie tak samo jak naszą główną bohaterkę. Spodziewałam się staruszki z garbem i chustką na głowie, a dostałam młodą kobietę, która lubi imprezować. Szok, ale jaki pozytywny. Historia Mieszka również nie jest oczywista. Nie spodziewałam się, że okaże się on kimś kim się okazał. (Nic więcej Wam nie powiem! zero spoilerów). 

I jeszcze jedno. Co mnie mogło zauroczyć? Oczywiście subtelny i romantyczny wątek miłosny. Jest cudowny. Aż mi się cieplutko robi na serduszku gdy o nim myślę.
Sposób prezentacji Świętowita i Welesa również mi się spodobał. Reszta niecodziennych stworów typu wampierz zdobyła moją sympatię. Chętnie przeczytałabym jakiś dodatek do tej książki z prezentacją losów tych wszystkich stworków. 
Na koniec kilka słów o okładce. Zanim jeszcze wiedziałam o czym jest ten utwór ilustracja na nim przyciągnęła moja uwagę. Gdy poznałam jego treść zrozumiałam jak idealnie się z nią komponuje. Rzekłabym, że z tej ilustracji wypływa kwintesencja słowiańskości. Delikatna, blada skóra, płomienne włosy i ta czerwona wstążka w włosach. Do tego maleńkie grafiki kwiatu paproci. Jest piękna, czego chcieć więcej?
Podsumowując mogę powiedzieć, że powieść bardzo mi się podobała (nie wiem, czy zauważyliście). Świat do, którego zabiera nas autorka to coś innego, coś czego do tej pory nie znałam. Budzi to nowe doznania, daje nowe wrażenia. Jest to coś czego chcę więcej. Coś co chcę poznawać. Zaryzykuję stwierdzenie, że "Szeptucha" daje efekt jaki powinna dawać książka. Po każdej lekturze czytelnik powinien mieć takie odczucia jakie ja mam po powieści pani Katarzyny. 


Czytaliście? Jak wrażenia? Ja nie mogę się doczekać drugiej części.