niedziela, 19 lutego 2017

"Ugly love"- C. Hoover

Witajcie! Z ulgą mogę powiedzieć, że wszystkie egzaminy już za mną. Pierwszy semestr kończę z całkiem ładną średnią ocen. Teraz moim problemem jest już tylko szukanie pracy. Jeśli chodzi o książki to moje poznawanie twórczości Pani Hoover trwa. Dlatego dziś zapraszam na recenzję "złej miłości".

"Ugly Love"- Colleen Hoover

Tytuł: Ugly Love
Oryginalny tytuł: Ugly love
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 9.11.2016
Liczba stron: 344
Opis: Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera. Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia. Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać. Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to okładka. Szarawe barwy z kontrastowym pomarańczowym napisem skrywają jakąś tajemnicę. Mnie zaintrygowały do tego stopnia, że po książkę chciałam sięgnąć od razu. Do tego opis z tyłu książki mówiący o tym, że tej książki się nie czyta lecz przeżywa. To wszystko razem kusi czytelnika. Nie pozostaje nic innego jak tylko rozsiąść się z książką w fotelu i "przeżywać".

Jednak nie jest tak kolorowo jakby się mogło wydawać. To pierwsza książka Hoover, do której mam pewne zażalenia. Zacznę od bohaterów. Po pierwsze Tate- młoda pielęgniarka mieszkająca  z bratem, kochająca się w jego przyjacielu. Niby wszystko gra, nic nadzwyczajnego, dziewczyna jakich wiele, ale. No właśnie, jest jedno ale. Tate jest jedną z najbardziej naiwnych dziewczyn jakie znam. To bohaterka pokroju dziewczyny Grey'a, która myśli, że swoją miłością zmieni charakter swojego niegrzecznego wybranka. Zakochana do szaleństwa. Robi dla niego wszystko, niszcząc przy tym samą siebie. On, Miles to chłopak z przeszłością. Swoje w życiu przeszedł i to niby ma usprawiedliwić jego zachowanie. Jednak mnie on nie oczarował. Nie wzdycham do niego. Nie jest on typem bohatera, za którym bym szalała. W stosunku do Tate jest zdystansowany i stanowczy. Jednak w pozostałych sytuacjach jest to delikatny chłopczyk. Jak dla mnie kompletnie nie męski. Facet to ma być facet i już. Milesowi czegoś brakuje. Portrety psychologiczne bohaterów są złożone i w połączeniu z całą historią tworzą spójną całość. Okazuje się, że tych dwoje do siebie pasuje i czytelnik zaczyna im kibicować. Jednak ten romans mnie nie uwiódł. 
Akcji faktycznie nie brakuje. Czytając tę książkę na pewno nie będziecie się nudzić. Pomysł na fabułę też jest i nie powiem, że jest on zły. Zarówno koncepcja jak i wykonanie są dobre. Jednak autorka pisząc tę powieść chyba z góry założyła, że książka ma być smutna i ma wzruszać i momentami miałam wrażenie, że emocje są tam wciśnięte na siłę. Jest smutno i ma być jeszcze smutniej. Tragedia ma popchnąć tragedię. Nie lubię tego. 
Czytając recenzję innych blogerek często napotykałam na zwrot "obawiałam się, bo to erotyk...". Ja w erotykach gustuję, więc się nie obawiałam i teraz macie okazję przeczytać opinię osoby, która obraca się w tym gatunku. Jeśli chodzi o ten motyw jest on moim zdaniem poprowadzony bardzo dobrze. Niektórzy zarzucają, że sceny seksu są tutaj wyidealizowane. Może i tak, ale współczesna literatura, zwłaszcza ta romantyczna idealizuje wiele innych rzeczy, więc czemu nie pokazać seksu w tak korzystnym świetle? Szczególnie gdy w dzisiejszych czasach w telewizji i mediach jest on pokazywany tak, że traci na wartości? Może właśnie warto pokazać go jako coś wzniosłego i ważnego? Mnie sceny erotyczne w tej książce się podobały, bo miały duże znaczenie, ale były subtelne a nie wulgarne a o to w niektórych erotykach trudno.
Podsumowując uznaję historię tych dwojga za dobre romansidło dla nastolatek nic więcej, nic szczególnego. Książka ta jest forma tak zwanej prostej rozrywki, której czasem każdy z nas potrzebuje. Ugly love będę miło wspominać, ale nie będę się nim zachwycać. 

Co Wy sądzicie o "Ugly love"?