czwartek, 23 lutego 2017

"Manwhore +1"- K. Evans

Wczoraj skończyłam romans z Saintem i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Z kim ja teraz będę spędzać wieczory? Pogrążona w rozpaczy zapraszam Was na poznanie mojej opinii na temat najnowszej powieści erotycznej autorstwa Katy Evans.

"Manwhore +1"- Katy Evans

Tytuł: Manwhore +1
Oryginalny tytuł:  Manwhore +1
Autor: Katy Evans
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 17.02.17
Liczba stron:  384
Kategoria: romans, erotyk
Seria: Manwhore (tom 2)
Opis:  Katy Evans ponownie zniewala historią seksownego Malcolma Sainta. Manwhore + 1 to już drugi tom kultowej serii, która podbiła serca milionów czytelniczek na całym świecie. W tej książce znajdziesz ogrom zmysłowości. Do tego dodaj + jedno seksowne spojrzenie spod przymrużonych powiek… + jeden pocałunek, który sprawia, że miękną ci nogi… + 1 obłędny szczyt rozkoszy, który wyraża się niepohamowanym krzykiem ekstazy…
Ponownie zakochasz się w historii wpływowego i bogatego playboya bez skrupułów, który zdecydowanie jest przepełniony grzechem, a jego nazwisko Saint  nie jest ani trochę adekwatne… Jeszcze raz zobaczysz, że bezwzględność i silny charakter w interesach przekłada się na brak kompromisów w łóżku i nieustępliwość w dążeniu do spełnienia w erotycznej strefie…
A co u naszej „niewinnej” Rachel? Cóż, Malcolm Saint miał być wyłącznie zadaniem. Misją dziennikarską. Interesem. Artykułem.
Chociaż próbowała odkryć jego karty, to on odkrył jej delikatne wnętrze i instynktowne potrzeby. Serce wygrało z rozumem i nic już nie może powstrzymać Gwen w dążeniu do spełnienia nowej misji. Misji przeistoczenia się ze zwykłej dziennikarki w panią + 1 Malcolma Sainta.
Czy poprzednie uwikłanie w intrygę i knucie nie odbiją się przykrym echem na drodze zdobycia zaufania najseksowniejszego biznesmena w mieście?
 
 Młody i gniewny to moje pierwsze skojarzenie z Panem Saintem. Chłopak, który ma wszystko. Może imprezować ile zechce i to codziennie z inną dziewczyną. Znacie ten typ? Matki ostrzegają przed nim swoje córki. Ostrzeżeń pewnie było by mniej gdyby się okazało, że jest to najbogatszy facet w całym Chicago, ale nadal niepokój pozostaje. "Mężczyźni nie dorastają tylko zabawki im się zmieniają". Czy Pan Saint etap zabaw z płcią żeńską ma już za sobą i jest w stanie tę zabawę zastąpić stałym związkiem?

To było główne pytanie, które zadawałam sobie zaczynając czytać drugi tom. Pierwsza część kończy się w momencie, którego czytelnik nie znosi. Zostajemy z jedną wielką niewiadomą. Cieszę się, że sięgnęłam po tę serię dopiero teraz. Współczuje tym, którzy na poznanie dalszej części wydarzeń musieli czekać. Zakładam, że była to katorga, bo ja od razu po skończeniu tomu pierwszego sięgnęłam po drugi- inaczej się nie dało.
Pierwsze, co mi się podoba w tej serii to to, że tym razem to nie on jest "tym złym". Już tłumaczę o co mi chodzi. Przeważnie w romansach jest tak, że to facet popełnia jakiś błąd i rani swoją partnerkę. Nie przychodzi mi teraz do głowy inny tytuł, w którym to ona zraniłaby jego. W Manwhore tak się dzieje i lubię to, bo już jest to coś innego niż to do czego zdążyliśmy przywyknąć.
Malcolm zdaje się być nieco bezwzględny dlatego byłam ciekawa jak trudno będzie Reachel go przeprosić. Tutaj trochę się zawiodłam. Poszło nieco za łatwo. Zabrakło mi trzymania czytelnika w niepewności. Dalej podobnie nieco brakowało mi zwrotów akcji towarzyszących relacjom damsko-męskim. Katy Evans skupiła się na problemach "Edge" oraz rywalizacji Sina z ojcem. Nie przypominam sobie by między Rachel a Malcolmem doszło do kłótni. Trochę za różowo jak na początki związku, szczególnie takiego. Jednak to jedyne do czego mogę się przyczepić.
"Jestem człowiekiem pełnym wad, nadziei i strachu, silnym i słabym, i niezależnym - oraz zakochanym w nim tak, jak one z całą pewnością nie są.
Jestem dumna z tego, kim jestem.
Jestem dumna z tego, co sobą reprezentuję."
Ogólnie jestem pod wielkim wrażeniem. Książkę czytało mi się świetnie. Szybko i intensywnie. Z emocjami. Przeżywałam tę historię razem z bohaterami. Śmiałam się, cierpiałam, czułam ukłucie podniecenia. Czułam wszystko to, co chcę poczuć czytając dobry erotyk. Z każdą kolejną stroną zbliżałam się do bohaterów i mimo, że czuję, że Saint nadal jest dla mnie jakąś tajemnicą (mam nadzieję, że pojawi się trzeci tom, w którym okaże się, że czegoś o nim nie wiemy) cieszyłam się kiedy poznawałam ich bliżej. Oboje odkryli kolejne karty o sobie i mam nadzieję, że to nie koniec ich przygody.
A skoro o końcu mowa to jest on tym co w tej powieści cenie najbardziej. Co jak, co, ale takiego finału się nie spodziewałam. Powiem, że nawet się wzruszyłam. W mojej głowie pojawił się dymek z napisem "Awww! Jakie to piękne". Ubóstwiam takie zakończenia.
Pisałam, że książkę czyta się szybko i przykłada się do tego nie tylko styl autorki, ale też jej nowe pomysły. Dobrze, że co jakiś czas pojawiają się wpisy z portali społecznościowych to swego rodzaju urozmaicenie. Do tego sukcesu przyczynia się też samo wydanie. Uwielbiam czcionkę, którą te wpisy są wydrukowane i kocham 'serduszkowy' znaczek, który rozdziela części rozdziałów.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie powiedziała o okładce, a wspomnieć muszę, bo mi się bardzo podoba. Patrząc na ilustrację od razu widać pożądanie. Od razu chce się zacząć czytać i oddać się uczuciom, które ona przywołuje. 
Tak więc nie pozostaje Wam nic innego jak tylko spojrzeć na ten obrazek i zabrać się za czytanie. Ja gorąco zachęcam do spędzenia kilku nocy z Panem Saintem. Mnie się one bardzo podobały.

 Na koniec piosenka, która kojarzy mi się z utworem ze względu na treść refrenu:
"If we go down then we go down together
They'll say you could do anything
They'll say that I was clever
If we go down then we go down together
We'll get away with everything
Let's show them we are better
"

To jak dziewczyny chcecie zgrzeszyć z Panem Saintem?

Za możliwość przeczytanie serdecznie dziękuję wydawnictwu Kobiece.