sobota, 22 października 2016

"Arabska żona"-Tanya Valko czyli opowieść o tym, że za niewiedzę się płaci

Cześć, dziś bez wstępu, bo post publikuję prosto z sali wykładowej. Studentka prawa w biznesie pozdrawia z nudnej ekonomii i zaprasza na nienudną recenzję.

"Arabska żona"- Tanya Valko

Polski tytuł: Arabska żona
Oryginalny tytuł:
Arabska żona

Autor:
Tanya Valko
Liczba stron:
560
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Data wydania:
8.06.2010
Kategoria:
literatura piękna


Opis: Wstrząsająca historia młodej kobiety, która poślubiła muzułmanina. Dorota, uczennica szkoły średniej, poznaje Ahmeda, w którym zakochuje się bez pamięci. Jej najbliższe otoczenie nie kryje swojego negatywnego nastawienia do tego związku, mimo to młodzi spotykają się dalej. Kiedy dziewczyna zachodzi w ciążę, Ahmed ją poślubia. Po pewnym czasie wyjeżdżają do jego rodziny. Tam ukochany, dotychczas niewidzący świata poza swoją Docią, pokazuje prawdziwe oblicze - znika na całe dnie z domu, nie interweniuje, gdy kobiety z jego rodziny dręczą żonę, okazuje się zazdrosny, nie stroni od rękoczynów. Dorota wiele znosi dla swojej miłości, w pewnym momencie jednak nie wytrzymuje... "Arabska żona" to kwintesencja ponad dwudziestoletnich kontaktów pisarki z krajami muzułmańskimi, efekt studiów i badań, doświadczeń własnych oraz zasłyszanych opowieści. W swoich bohaterach oraz ich losach autorka skompilowała wiele ludzkich historii, umiejscawiając je w kokonie literackiej fikcji.



Trudno mi ocenić tę powieść. Historia w niej przedstawiona z jednej strony wzbudza zainteresowanie, a z drugiej jest banalna. Naiwna Polka wychodzi za muzułmanina i jej kochający mąż zmienia swoje oblicze po wyjeździe do rodzinnego kraju. Ile razy to już było? Dokładnie, schemat utarty, ale wciąż warty uwagi.
Osobiście bardzo lubię książki o takiej tematyce lub podobnej. To znaczy chętnie poznaję inną kulturę i ciekawi mnie jak żyją kobiety, w krajach, w których nie mają w sumie żadnych praw. Jeśli również lubicie taki motyw to zdecydowanie polecam utwór „Spalona żywcem”. Teraz powróćmy do „Arabskiej żony”.
Na pierwszy ogień ocenię fabułę. Tak jak pisałam jest to powielanie schematu, ale coś mi tutaj nie do końca pasuje. Odbieram historię przedstawioną w tej książce jak połączenie losu wielu bohaterów. Zebranie wszystkich usłyszanych gdzieś złych historii o Arabach i wciśnięcie ich w jedną lekturę. Dodatkowo ta "wstrząsająca powieść" wcale nie jest wstrząsająca tam gdzie powinna. Zachowanie jej męża nie powinno nikogo dziwić. Bardziej szokowało mnie to, co spotkało główną bohaterkę ze strony jego rodaków.
Akcji w utworze nie brakuje i przyznaję, że autorka potrafi zaskoczyć. Wielu wydarzeń się nie spodziewałam zwłaszcza tych na końcu lektury.
mój pies czytał ze mną

Jeśli o samym końcu lektury mowa to mimo, iż mnie poruszył i łezka zakręciła mi się w oku to nie podoba mi się on. Po pierwsze zdarzenia, które prowadzą do punku kulminacyjnego są tutaj wrzucone nie wiadomo skąd. Autorka zdecydowanie niepotrzebnie dołożyła motyw polityczny, o którym nie ma mowy przez zdecydowaną większość utworu. Nagle się pojawia i zmienia wszystko- jak dla mnie to bez sensu. Ostatnie strony książki czytałam z takim nastawieniem „kiedy wydaje ci się, że już nic gorszego nie może się wydarzyć…” Właśnie tak. Zakończenie historii Doroty to pasmo nieszczęść,  które pojawiają się jedno za drugim w najmniej spodziewanym momencie. Później jest jakiś mały happy end, ale autorka nie zadała sobie wiele trudu z jego stworzeniem i jest on bardzo okrojony w postaci epilogu.
Uważam, że fabułę można było skończyć z innym miejscu, a to co zawarto w epilogu przedstawić w kolejnej części utworu. Chętnie poznam dalsze losy zarówno rodziny Doroty jak i Ahmeda. Dodam też, że nie jestem fanką dodatków w postaci historia pisana z jej punku widzenia, historia z jego punktu widzenia, ale tym razem chciałabym poznać tę opowieść z ust Ahmeda. Chcę poznać jego opinię, charakter, zrozumieć czym się kierował, bo źródłem jego działań niekoniecznie jest religia- takie odniosłam wrażenie. Zresztą nie znam książki, która mówiłaby o małżeństwie chrześcijanki z wyznawcą islamu z punktu widzenia muzułmanina. Jeśli znacie taką to napiszcie mi w komentarzu.
Na koniec rozliczę się z bohaterami utworu. Po pierwsze najbardziej w tej lekturze denerwowała mnie główna bohaterka. Dorota to młoda na wskroś bezmyślna dziewczyna. Zakochuje się w Arabie, wyjeżdża z nim do Libii nie mając pojęcia o zasadach i prawach jakie tam panują. Jej się wydaje, że jak jej córka była ochrzczona w Polsce to tam to się liczy, i że libijskie sądy również są zdania, że dziecko powinno być przy matce. Tuż po przyjeździe dziwi się, że na ulicach nie widzi kobiet, że siedzą one pozamykane w domach. Ludzie proszę Was, jak lekkomyślnym trzeba być by nie zdawać sobie sprawy z takich podstawowych różnic kulturowych. Mało się o tym mówi czy jak? Po drugie matka Doroty- kobieta wredna, złośliwa i równie głupia jak córka. Początkowo nienawidzi Ahmeda i jest rasistką, ale kiedy jej córka zachodzi w ciąże nakazuje im się ożenić. Doprawdy? Która matka namawia dziecko na ślub z wyznawcą tak kontrowersyjnej religii. Czego się ona spodziewała? Przez naiwne zachowanie tych dwóch bohaterek Ahmed, który miał być złym charakterem postawionym na planie głównym nieco stracił na znaczeniu. Bardziej niż zachowanie jego i jego rodziny, którą w sumie polubiłam denerwowało mnie zachowanie Polek.

Podsumowując muszę przyznać, że książka mi się podobała mimo, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Jednak nie jest to historia, która pomogła mi zrozumieć kulturę Libijczyków. Cieszy mnie jednak, że jest tam ukazana kultura, która panuje tam obecnie, a nie stary światopogląd i zacofanie. Książkę czyta się szybko, styl autorki jest przystępny, dialogi dobrze napisane, więc można spokojnie rozsiąść się w fotelu i chłonąć tę opowieść. 

Czytaliście? Zamierzacie przeczytać?