wtorek, 19 lipca 2016

Weekend w Sianożętach

Witam, w niedzielę wróciłam do domu i tak jak obiecałam zdaję Wam relację z mojego krótkiego pobytu nad morzem. Niestety na chwilę obecną nie mam żadnych prywatnych zdjęć, ale obiecuję, że dołożę je do tego posta, gdy tylko do mnie trafią. ;)

Dzień I
W piątek popołudniu wyjechaliśmy do Sianożęt. Po spędzeniu około trzech i pół godziny w samochodzie dotarliśmy na miejsce. Wiadomo, że Sianożęty to wieś, na której wszystko skupione jest na jednej ulicy, więc od razu pojawiło się dużo straganów. Szybko znaleźliśmy nasze domki letniskowe. Wchodzę do środka i... O MÓJ BOŻE myślałam, że dostanę klaustrofobii, małe pokoje, dużo ludzi i... tłum dzieci na podwórku. Na szczęście było to tylko pierwsze wrażenie. Domki tak na prawdę były bardzo funkcjonalnie urządzone i spokojnie ze wszystkim się pomieściliśmy. Jeśli ktoś wybiera się w tamte strony to ośrodek wypoczynkowy Delfin z ulicy Lotniczej śmiało mogę polecić. 
Domki Letniskowe "Delfin"
Jestem osobą, która ma małe problemy z za klimatyzowaniem się w nowym otoczeniu jednak tym razem nie sprawiło mi to dużego kłopotu. Już po kolacji mimo silnego wiatru wybiegłam na plażę na trening. Nad samym morzem udało mi się biec jakieś pięć minut, bo wiatr utrudniał trening, ale skorzystałam z promenady ciągnącej się wzdłuż wybrzeża. Ile te ćwiczenia dały mi radości! Zawsze będąc nad morzem podziwiałam biegaczy i sama chciałam być taka jak oni. Tym razem mi się to udało. Mogę to nazwać małym sukcesem. Dodam, że byłam tam pierwszy raz, więc nie znałam okolicy a po powrocie dowiedziałam się, że dobiegłam aż do połowy Ustronia Morskiego- trochę pozwiedzałam. Wejście na molo będę długo wspominać, bo... zbiegłam z niego szybciej niż wbiegłam. Przy takim wietrze były ogromne fale i byłabym wykąpana już pierwszego dnia pobytu.
Ten dzień zakończyliśmy na zabawie tanecznej w miejscowym barze.

Dzień II
Z rana wyszliśmy nad morze by pospacerować po brzegu. Po śniadaniu wybrałam się na wycieczkę rowerową do Kołobrzegu- to miasto jest mi już dobrze znane i bardzo je lubię, bo często zabierali mnie tam rodzice. W tym roku wydawało mi się wyjątkowo zatłoczone, a może po prostu jako dziecko nie zwracałam na to takiej uwagi. Dotarłam do portu i pod latarnię. Miłym akcentem było odkrycie w czasie drogi pięknego rozlewiska w pobliskim rezerwacie. Tyle razy byłam w Kołobrzegu i nigdy tego nie widziałam. 
Latarnia morska i port w Kołobrzegu
Po powrocie do Sianożęt poleżeliśmy na plaży, a po obiedzie poszliśmy pospacerować ulicami Ustronia. Pod wieczór wybrałam się na spacer do tamtejszej stadniny koni- nie mogłam sobie darować takiej atrakcji, a gdy było już ciemno spędziłam romantyczne chwile z moim chłopakiem na plaży.

Dzień III
Dzień wyjazdu- jak bardzo nie chciałam wracać do domu. Zakochałam się w tym miejscu.
Rano ostatni trening biegowy. Śniadanie, sprzątanie, pakowanie, kawa i kierunek Ustronie. Dużo spacerowaliśmy, czy to miastem, plażą, czy deptakiem. Zwiedziliśmy całe miasto. Po obiedzie pożegnaliśmy się z morzem i wyruszyliśmy w drogę powrotną.
Dobrze jest móc powiedzieć do morza "do zobaczenia za dwa tygodnie", a nie "za rok" jak to przeważnie bywało.
Molo

Podsumowując wyjazd udał się w stu procentach. Potrzebowałam takiej spontanicznej odskoczni od codzienności. Już w piątkowy wieczór kompletnie zapomniałam o tym, że byłam tego dnia w pracy, a i wracać do niej nie było tak ciężko wiedząc, że pod koniec miesiąca czeka mnie kolejny urlop. 
Sianożęty i Ustronie Morskie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Śmiało mogę powiedzieć, że od teraz będzie to moja ulubiona nadmorska okolica. Zdecydowanie polecam ją wszystkim, którzy planują wypoczynek nad morzem- zwłaszcza tym aktywnym, którzy nie mogą usiedzieć w miejscu. Miejsc do uprawiania sportu znajdziecie wiele, a plaża i pobliskie bary też nie pozostawiają wiele do życzenia.