czwartek, 18 maja 2017

"Nic do stracenia. Początek"- K. Moseley

Witajcie, pora na kolejną recenzję. Tym razem będzie to coś co dosłownie zwaliło mnie z nóg. Pokochałam tę powieść od pierwszych stron i mimo, że skończyłam ja czytać dobry tydzień temu moja fascynacja nią nadal trwa, a ja nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

"Nic do stracenia. Początek"- Kirsty Moseley


Tytuł: Nic do stracenia. Początek
Oryginalny tytuł: Nothing Left to Lose
Autor: Kirsty Moseley
Wydawnictwo: HarperCollins
Data wydania: 12.04.2017
Liczba stron: 464
Seria: Guarded Hearths (tom 1)
Kategoria: literatura obyczajowa i romans
Opis: W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kilka lat jej życia w piekło.
Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo.
Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą.
Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie.


Z autorką poznałam się już przy okazji książki "Chłopak, który chciał zacząć od nowa". Tamta powieść mnie uwiodła, więc tym razem miałam wysokie oczekiwania względem mojej kolejnej przygody z jej twórczością.  Jestem w stanie Was zapewnić, że Kirsty Moseley daje sobie świetnie radę. Tym razem znów chwyciła mnie za serce.
I to jeszcze jak. Ja płakałam już po pierwszych stronach książki! Nie wolno mi tak robić, bo potem nie potrafię odłożyć książki. Ba! Jak już mi się to udało to i tak nie potrafiłam przestać myśleć o bohaterach i ich losach. Co się tam działo... 

 Genialnie rozplanowana akcja od samego początku. Szkoda, że później się zatrzymała. Jednak emocji było sporo. Powiedziałabym, że była to dawka uderzeniowa. Dalej pacjent, czyli czytelnik czuł się już lepiej, więc dozowała ich nieco mniej, co jednak wcale nie znaczy, że dalej było nudno. Nadal było ciekawie. Tylko, że już mniej dramatycznie a bardziej cukierkowo. Słodycz lała się z kartek powieści niczym świeży miód. Nie przeszkadzało mi to, bo jestem fanką romansów. Jednak przydałby się jakiś zwrot akcji. Przyznam, że trochę czekałam aż ta sielanka się skończy. Tak się jednak nie stało, więc zakładam, że coś wydarzy się w kolejnej części serii. Koniecznie muszę wiedzieć co i już nie mogę się doczekać chwili gdy drugi tom trafi do moich rąk.
Tym bardziej, że nieco rozczarowało mnie zakończenie utworu. Dlaczego? Bo się go nie spodziewałam, bo nie było spektakularne, bo nic się nie wydarzyło. Czytam sobie, czytam. Bohaterom mija dzień za dniem i nagle... koniec. Nie lubię tak. Od razu musiałabym mieć pod ręką kontynuacje. Może to celowy zabieg autorki by tylko zachęcić czytelnika do dalszej przygody z serią? Jeśli tak, to zabieg jest w stu procentach skuteczny.
Jeśli to co napisałam nadal Was nie przekonuje to może zrobi to okładka, bo mi od razu wpadła w oko.
Jeśli okładka to za mało to pozostają jeszcze genialnie wykreowani bohaterowie. Ja polubiła się z nimi od razu. Mimo, że Ana miała być tą złą dziewczyną, która drażni nas swoim zachowaniem. Mnie jednak nie denerwowała. Poznawszy jej historię potrafiłam zrozumieć jej podejście i chciałam dla niej jak najlepiej. Tak samo jak dla Asthona. Kibicowałam tej dwójce i zdaje mi się, że i on i ona nie odkryli jeszcze wszystkich kart, i że nie dali się nam jeszcze do końca poznać.
Jak widać ja jestem książką zachwycona i odliczam dni do premiery jej drugiej części. Przeczytajcie ten tom a będziecie liczyć razem z mną.

Za mój egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.