niedziela, 19 marca 2017

"Cienie"- A. Meredith

Cześć, jakiś czas temu przed wizytą u lekarza odwiedziłam bibliotekę w celu oddania książek. Zorientowałam się jednak, że nie zabrałam ze sobą z domu nic co pomogłoby mi się nie nudzić w poczekalni, więc szybko wzięłam z półki cienka i lekką powieść, która wydawała się być lekturą na jeden wieczór. Jakie zrobiła ona na mnie wrażenie dowiecie się czytając poniższą recenzję.

"Cienie"- Amy Meredith

Tytuł: Cienie
Oryginalny tytuł: Sark Touch: Shadows
Autor: Amy Meredith
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 7.10.2010
Liczba stron: 247
Kategoria: fantastyka
Seria:Dotyk ciemności (tom 1)
Opis:  Początek tajemniczych, romantycznych i pełnych humoru przygód śmiertelnej dziewczyny - jedynej, która może pokonać demony panoszące się w modnym kurorcie.
Ale nie samą walką ze złem człowiek żyje…
Eve jest ładna, popularna, mieszka we wspaniałej rezydencji w Hamptons, kocha zakupy i designerskie ciuchy. I nie ma większych zmartwień poza tym, że zdarza jej się przekroczyć wyznaczony przez rodziców limit na karcie kredytowej. Do czasu…
Pewnego dnia w jej liceum zjawia się dwóch nowych chłopców.
Luke, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki, od razu wpada jej w oko.
Tajemniczy, małomówny Mal działa na nią jak magnes.
Obaj są fantastyczni, a wybór trudny. Zwłaszcza kiedy Eve odkryje, że nieprzypadkowo przybyli do miasta, w którym nagle zaczyna roić się od demonów.

Dziś będzie krótko i na temat. Niestety o tej książce nie można pisać więcej, bo nie ma co napisać. Dawno gorszej lektury nie czytałam. Dlaczego już na początku rzucam tak ostrą krytykę?
Po pierwsze, styl autorki był nijaki. Potrafię zrozumieć to, że nie każda książka musi mieć wyszukane słownictwo i być pisana niczym poemat. Jednak oczekuję, że nie będzie mi ona przypominać wypracowania dziecka z podstawówki. Nierozbudowane opisy i kiepskie dialogi- porażka.
Po drugie, bohaterowie. Boże... chroń mnie od takich ludzi. Już dawno nie spotkałam na swoje drodze zarówno życiowej jak i literackiej tak pustej osoby jak główna bohaterka utworu. Wiem, że już na okładce można przeczytać, że kocha ona zakupy, ale czy od razu musi być pusta do kwadratu? Jej przyjaciółka jest jeszcze bardziej irytująca. We dwie zachowywały się jak zombie pozbawione mózgu kiedy przechodziły obok witryny sklepowej. O zakupach potrafiły mówić zawsze i wszędzie, co doprowadzało mnie do szaleństwa. Przykładowo nastolatki uciekają przed grożącym im niebezpieczeństwem ze strony demona i po drodze dyskutują o tym, że skoro biegną w tamtym kierunku to mogą wejść po buty od super znanego producenta. Serio?! Co autorka chciała osiągnąć kreując swoje bohaterki w taki sposób? Role męskie są z kolei za mało zobrazowane i czułam, że nie poznałam ich osobowości na tyle na ile bym sobie tego życzyła.
Pomysł na fabułę był. Autorka chciała wprowadzić coś nowego do świata młodzieżowej literatury. Miało to być coś innego niż miłość do wampira, więc pojawiły się demony i nieco powiło grozą. Idea wykorzystania cieni i wplecenie w to historii rodzinnej z babcią wiedźmą na czele była dobra. Szkoda, że potencjał został zduszony w zarodku.
Jedyne na co nie mogę narzekać to akcja, bo jej było pod dostatkiem. Tylko dlatego nie zrezygnowałam z czytania tej powieści. Jednak tak jak wspominałam wyżej, sceny grozy kończyły się zakupami i to psuło mi dobre zdanie o każdej wymyślonej przez autorkę sytuacji. 
Jak widzicie książka wybitnie mi się nie spodobała. Zawiodłam się, bo jeszcze żaden inny tytuł z tego wydawnictwa mnie nie rozczarował. Mówią, że zawsze musi być ten pierwszy raz. Ja jednak wolałabym go uniknąć.
Nie czytajcie tego, bo tylko stracicie czas. Jeśli jednak bardzo chcecie to róbcie to na swoją odpowiedzialność. Ja Was ostrzegałam.

Czytaliście? Popieracie mnie czy macie odmienne zdanie?