wtorek, 4 lipca 2017

Grzech, który zmienił ją na zawsze, czyli "Ms. Manwhore"- K. Evans

 Witajcie, mam kilka dni przymusowego wolnego, więc siedzę z nosem w książkach i zdecydowanie mi się to podoba. Jeden dzień spędziłam z przystojnym Malcolmem Saintem i był on zdecydowanie przyjemny.

"Ms. Manwhore"- Katy Evans


Tytuł: Ms. Manwhore

Oryginalny tytuł: Ms. Manwhore

Autor: Katy Evans

Wydawnictwo: Kobiece

Data wydania: 25.05.2017

Liczba stron: 179

Seria: Manwhore (tom 2,5)

Kategoria: Literatura obyczajowa i romans, erotyk

Opis: Oto ostatnia część namiętnej serii Katy Evans. Love story, które spowodowało szybsze bicie serca u niejednej czytelniczki, wybucha na nowo. Jaką niespodziankę los przygotował Malcolmowi Saintowi i Rachel Livingston, czyli najmodniejszej parze w Chicago? Choć od początku była między nimi niewiarygodna chemia, w pewnym momencie zawisł nad nimi cień mrocznych tajemnic. Jednak pasja i pożądanie zwyciężyło.
Jak skończy się ta historia?
Czy najbogatszy i cieszący się ogromną sławą przystojniak w końcu się ustatkuje?
A może jedna kobieta to za mało?
Ostateczne decyzje zostaną podjęte. Ms. Manwhore to oszałamiające zakończenie serii. 


 Moja miłość do bogatego i przystojnego Malcolma Sainta jest duża. Tego zmysłowego faceta nie da się nie kochać. Ten mężczyzna może mieć każdą dziewczynę. Kobiety lgną do niego jak pszczoły do miodu. Nie ma się co dziwić, w końcu otacza go sława, pieniądze i legendy o jego łóżkowych wyczynach. Tego faceta chce mieć każda. A on chce tylko ją- Rachel. Pannę Livingston, młodą, utalentowaną, piękną dziennikarkę. To ona skradła serce grzesznika z Chicago.  
Ms. Manwhore to kontynuacja historii tych dwojga. Piękni, młodzi i zakochani. Mają wszystko, mają siebie. Są szczęśliwi i... planują ślub. To jest motywem przewodnim tej powieści. Całą historia kręci się wokół przygotowań do dnia, w którym Malcolm i Rachel powiedzą sobie sakramentalne "tak". 
Książka wciąga od pierwszych stron. Czuć zmysłowość i pożądanie. Ta lektura daje mi to czego od erotyku oczekuję, sprawia, że angażuję się w czytaną historię. Tym razem moje zaangażowanie było jeszcze większe, bo sama powoli myślę o moim wielkim dniu. Potrafiłam, więc wczuć się w rolę bohaterki i rozumiałam jej ogromne podekscytowanie. Mimo to czegoś mi tutaj brakowało. Czego? Nutki niepewności, chwili zastanowienia. Rozumiem, że oni są siebie pewni, ale każda panna młoda ma przed ślubem lekkie obawy, a Rachel nawet na chwilę o nich nie wspominała. Ta opowieść to historia mlekiem i miodem płynąca. Słodycz, słodycz i jeszcze więcej słodyczy. Ja lubię cukierkowe opowieści, ale co za dużo to nie zdrowo. 

"Kiedy się odwracam, napotykam spojrzenie zielonych oczu. Mój mąż obejmuje mnie i przyciąga do siebie- i to jest moje ulubione miejsce. Home base w baseballu, oko cyklonu, nieruchomy środek Ziemi, wokół którego wszystko się obraca. Właśnie tutaj. W tych ramionach. Ramionach tego jednego mężczyzny. Moje miejsce, do którego wracam po obrocie. Moje miejsce, w którym się śmieję, kocham i grzeszę."
Brakowało mi też trochę akcji. Wszystkim wydarzeniom towarzyszyło ogromne podniecenie, co jest zrozumiałe, ale to jedyny element, który sprawia, że coś się dzieje. Poza ślubną otoczką w tej książce nic się nie wydarzyło. Chłonęłam każdą kolejną stronę i czekałam na jakieś bum, na jakąś kłótnie, na jakąś przeciwność losu, na mały problem, chociażby na drobną sprzeczkę. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Wszystkie postacie spijały sobie z dzióbków. Wszyscy cieszyli się szczęściem tych dwojga, a oni sami nie mogli się doczekać dnia, w którym staną się swoi na wyłączność. 
Wielkim atutem książki jest jej ekspresja. Dla mnie była to lektura na parę godzin. Lubię takie powieści. To był czas tylko dla mnie. Chwile kiedy odpłynęłam i myślałam tylko o miłości, szczęściu i pożądaniu. 
Czas akcji tej książki jest bardzo krótki. Opowiedziane wydarzenia dzieją się z dnia na dzień. Wszystko dzieje się tak szybko. Czasem czułam się jakbym czytała streszczenie. Nie potrafię powiedzieć czy jest to atut czy wada tej powieści. Zależy kto, co lubi. Mi się podobało, ale chwilami mogło by być nieco wolniej. 
Jak widzicie moja opinia o tej lekturze jest podzielona. Cieszy mnie fakt, że znów spędziłam kilka chwil ze zmysłowym Sinem, ale zdecydowanie nie czuję się usatysfakcjonowana. Nie jestem fankom połowicznych tomów książek, bo mam wrażenie, że są one pisane na siłę. W tym przypadku jest podobnie. Brakowało akcji i fabuły. Tom 2,5 to tylko dodatek. Można było go dopracować i wydać jako pełny tom 3. Moim zdaniem autorka niepotrzebnie się pośpieszyła, bo czytelnicy potrzebują zdecydowanie więcej. Nie mniej jednak nie żałuję, że sięgnęłam po ten utwór. Lubię ckliwe historie a Ms. Manwhore zdecydowanie do nich należy.


 Drogie Panie, chcecie dowiedzieć się jak wyglądał wielki dzień przystojnego grzesznika z Chicago?


Za mój egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.