piątek, 1 kwietnia 2016

Zawsze jest dobry czas by zacząć...

Pisałam w poprzednim poście, że wczoraj udało mi się ruszyć moje cztery literki na trening. Co prawda na trening z Chodakowską pozbierałam się już kilka dni wcześniej. Chyba dostałam nagłego przypływu energii. Może to sprawka wiosny i Słońca za oknem? 
Wyjść pobiegać chciałam już w zeszłym roku. Jednak bałam się, że nie dam sobie rady. Wydawało mi się, że nie potrafię biegać. Co prawda w podstawówce i gimnazjum zawsze reprezentowałam szkołę na zawodach, ale to były trasy nieco ponad 1.5km. W liceum miałam już problemy zdrowotne i właśnie podczas zawodów straciłam przytomność. Przez to musiałam zapomnieć o sporcie na prawie dwa lata. Kiedy w klasie maturalnej wróciłam na lekcję wf i dołączyłam do szkolnej drużyny siatkarskiej zgadałam się moją moją imienniczką i umówiłyśmy się na wspólny trening biegowy. 
Poszłam na zaplanowane spotkanie naszego Rogozińskiego Klubu Biegacza. Przyznam, że miałam pewne obawy. Ci ludzie wiedzą, co robią, a ja byłam kompletnie zielona. Jak usłyszałam, że mam przebiec 5km byłam pewna, że dam radę maksymalnie 2km. Jednak okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam. Ekipa, z którą miałam przyjemność trenować była świetna. Udzielili mi kilka cennych rad i dostosowali tempo do moich potrzeb. Pierwsza połowa była trudna, później szło już z górki. Musiałam przyznać sama przed sobą, że myślałam, że będzie o wiele gorzej. Usłyszenie słów: "-Brawo, zrobiłaś pierwszą piątkę" było cudownym momentem. Sprawiło, że poczułam się dumna, ale dało też motywację na dalsze próby pokonywania swoich słabości. Mam nadzieję, że mój zapał mi nie minie, i że za tydzień wybiegnę w trasę po raz drugi. Trzymajcie kciuki!