poniedziałek, 11 stycznia 2016

Przypominajka

Dziś będzie post z nieco innej beczki jak to mówią. Nie o takich sprawach chciałam pisać, ale zainspirowała mnie do tego dzisiejsza sytuacja.
Próbne matury, koniec semestru, przygotowania do studniówki, zmiana pracy przez mojego chłopaka, remont mieszkania rodziców i szykowanie mojego gniazdka to otaczająca mnie obecnie rzeczywistość. Sami przyznacie na nudę narzekać nie mogę. Mogę za to poskarżyć się na chroniczne już w tej chwili zmęczenie. Mogę się też pochwalić utratą czterech kilogramów wagi. Jak widać istnieje dobra strona życia w ciągłym stresie.
Boję się, że te wszystkie zdarzenia sprawiają, że zapominam o tym, co najważniejsze. Nie mam za dużo czasu dla siebie, brakuje mi organizacji, a to przekłada się nie tylko na moje samopoczucie, ale też na sposób w jaki traktuje najbliższych. Moje humorki są na porządku dziennym i dzięki Bogu, że mój chłopak nie zwraca na nie uwagi. Chociaż brak jego uwagi jest wtedy powodem do kolejnej sprzeczki. W końcu w kontakcie z rozchwianą emocjonalnie kobietą brakuje czegoś, co można by nazwać bezpieczną odpowiedzią.
Nie ma się, co użalać. Trzeba zmniejszyć życiowe wymagania. Zaplanować dzień według trzech punktów: wstać, przeżyć i iść spać. Ewentualnie można też odliczać do ferii, do studniówki, do przeprowadzki, do końca szkoły... Aczkolwiek trochę szkoda rezygnować z danego nam czasu. Do czego zmierzam? Właśnie teraz kiedy mam tyle na głowie zdarzyła się jedna intrygująca rzecz.
Siedzę znudzona na lekcji matematyki. Wpatruję się w okno i rozmyślam. Ostatecznie można by powiedzieć, że myślenie ustało, a mój mózg chwilowo się wyłączył. W mojej głowie pojawiła się pustka. Nagle coś przykuło moją uwagę- czerwony kawałek satynowego sznurka zaplątany na mojej ręce i doczepione do niego złote serduszko z grawerem oparło się brzeg zeszytu. Kompletnie wyłączona zaczęłam czytać widoczny napis tak jakbym widziała go po raz pierwszy: "Na zawsze razem". Świadomość wróciła. Przed oczami pojawił się obraz mojego chłopaka, od którego dostałam te bransoletkę, a ja sama poczułam się jakby te trzy słowa rozwiązały wszystkie moje problemy. Na twarzy pojawił się uśmiech. Po co mam się martwić wszystkim w koło skoro najważniejsze już mam?
Może wydarzyło się to z powodu mojej sentymentalności, ale wydaje mi się, że dobrze się stało. Chyba powinniśmy się częściej otaczać takimi "przypominajkami".