piątek, 29 lipca 2016

"Ten jeden dzień" Gayle Forman

Cześć, chciałam wstawić ten post w niedzielę, ale jak wspominałam w poprzednim wpisie jutro wyjeżdżam nad morze i nie wiem czy będę miała czas i dostęp do Internetu, więc uznałam, że lepiej podzielić się nim z Wami ddzisiaj i zostawić Wam coś do czytania na czas mojej nieobecności niż później nadrabiać zaległości.  

Dziś przychodzę do Was z recenzją książki, która zrobiła na mnie dobre wrażenie. Nie przeszkadzało mi nawet to, że ym razem moją przygodę z serią zaczęłam od przeczytania tomu drugiego <recenzja tutaj>. Byłam, więc bardzo ciekawa jak ta historia wyglądała od początku i kim tak naprawdę jest główna bohaterka. Na szczęście na to by ją poznać nie musiałam długo czekać, bo lekturę znalazłam w bibliotece. Zapraszam na recenzję kolejnej książki Gayle Forman. 
Pozwolę sobie jeszcze wstawić tutaj piosenkę, która jakoś dopasowała mi się do tej książki.




"Ten jeden dzień"- Gayle Forman


Polski tytuł: Ten jeden dzień
Oryginalny tytuł:
Ten jeden dzień
Autor:
Gayle Forman
Liczba stron:
378
Wydawnictwo:
Nasza Księgarnia
Data wydania:
2015

Kategoria: literatura młodzieżowa
Opis:

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura obyczajowa i romans.

Życie Allyson jest poukładane, zaplanowane, uporządkowane. Okazuje się jednak, że wystarczy jeden dzień, a wszystko może się zmienić. Ostatniego dnia swoich europejskich wakacji Allyson poznaje Willema, obiecującego młodego aktora i wolnego ducha. Willem rożni się Allyson pod każdym względem. Kiedy jednak namawia ją, aby zmieniła swoje plany i pojechała z nim do Paryża, Allyson się zgadza... Ta spontaniczna, nietypowa dla niej decyzja rozpocznie dzień pełen ryzyka i romansu, wyzwolenia i intymności. Nadchodzące 24 godziny mogą zmienić życie Allyson na dobre...

Gayle Forman chyba staje się moją ulubioną pisarką. Jej utwory podejmują życiowe, wcale nie łatwe tematy. Jednak ona prezentuje je w bardzo przystępny i lekki sposób. Uczy i bawi jednocześnie, a to cenna umiejętność w dzisiejszych czasach. Jej książki po prostu dobrze się czyta. Tak było też z "Ten jeden rok". 
Forman przedstawia historię młodej dziewczyny-Alison, która ma bardzo wymagających rodziców. Mają oni wobec niej wielkie ambicje. Przyznaję, że nie bardzo taki temat mi odpowiada, ale w tym opowiadaniu odegrało to ważną rolę w przemianie bohaterki. Podczas europejskiej wycieczki Alison poznaje Willema- młodego Holendra. To spotkanie zmienia całe jej życie.
Kilka słów o głównych bohaterach. Ona jest po prostu na wskroś nudna. Ma lat naście, idzie na studia powinna być pełna życia i radości, a nie ma w sobie nic entuzjazmu. Zachowuje się jak wiecznie niezadowolona z życia starsza dama. Jak tak można? Wiem, że z rodzicami nie ma łatwo, ale dostaje od nich tyle, że mogłaby z tego korzystać chociażby na przekór im samym, by wnieść nieco pozytywnych emocji do swojej egzystencji. Tak, nazwę jej istnienie egzystencją, bo do życia czegoś jej brakuje. Co do Willema, to w tej części serii nie jesteśmy w stanie poznać go dość dobrze. Wiemy tylko tyle, że podróżuje i lubi zakładać maski. Zdaje się, że on sam do końca nie wie kim jest i czego chce. Mimo to polubiłam jego osobę. Miły, uczynny chłopak, który ma swoje spojrzenie na świat.
Spotkanie tych dwojga musi dostarczyć nam emocji. Jednak to, co ich spotyka jest mało realne. Cała ich historia jest taka naiwna. Jak dla mnie to to nie mogłoby się wydarzyć w normalnym życiu szarego Kowalskiego i może dlatego nie potrafiłam utożsamić się z głównymi postaciami i poczuć tego, co chcę czuć czytając książkę. Niemniej jednak fabuła nie zasługuje na krytykę. Wręcz przeciwnie dostarcza nam ona swego rodzaju wrażeń. Nieraz potrafi nas zaskoczyć, a przecież o to chodzi.
Lektura ta bardzo mi się podobała. Lubię, gdy współcześni autorzy odwołują się do klasycznych utworów- szczególnie do Szekspira. Dlatego wielki plus za to dla pani Forman.
Za okładkę oczywiście też- nie była bym sobą nie wspominając o tym jak bardzo kocham te delikatne i wysublimowane ilustracje na jej książkach. 
Jeżeli szukasz lekkiej lektury przy, której po prostu się odprężysz zdecydowanie możesz sięgnąć po "Ten jeden dzień."


Ktoś z Was czytał tę powieść? Jak wrażenia?
 

środa, 27 lipca 2016

Książki dla Blogerek od wydawnictwa Wymownia

Witajcie, przeglądając dzisiaj blogi zauważyłam post, który moim zdaniem jest wart uwagi. link do postu tutaj


Książki dla Blogerek od wydawnictwa Wymownia

Akcja ta jest kierowana do Wszystkich Blogerek bez względu na to jakie statystyki Wasz blog posiada. Wydawnictwo daje nam prezent.

Jedyne, o co proszą to pomoc w propagowaniu tej akcji.


Na czym ona polega?
Wydawnictwo w zamian za wstawienie na swoim blogu postu o tym wydarzeniu będzie nam wysyłać na emaila darmowe ebooki lub audiobooki.

 Jak wziąć w niej udział?
  1. Na swoim blogu umieścić krótką notatkę polecającą akcję oraz aktywny link do strony http://wymownia.pl/darmowe-ebooki-dla-blogerek/ . Wystarczą naprawdę dwa zdania z linkiem umieszczonym po to, by inne Blogerki również mogły skorzystać dzięki tej akcji i ją odnaleźć.
  2. Napisać  mail na  book.wymownia@gmail.com i w treści maila podać link do Twojego bloga – link prowadzący do miejsca, na którym umieściłyście wpis opisany w punkcie pierwszym. Gdy wydawnictwo znajdzie Twój wpis z linkiem do tej akcji, odpowie na Twój email.
  3. Czekać, aż w odpowiedzi przyjdą do Ciebie ebooki. Książki będą przychodziły regularnie co pewien czas, a Wy wybierzecie to, co zainteresuje Was, Wasze dzieci, przyjaciół…

Więcej szczegółowych informacji znajdziecie w linku zamieszczonym w punkcie pierwszym.  



Mam nadzieję, że akcja jeszcze trwa, i że zdążyłam się na nią załapać.
Jakie jest Wasze zdanie o tym przedsięwzięciu? Chcecie wziąć w nim udział?

poniedziałek, 25 lipca 2016

"Odczuwanie swoich uczuć jest aktem odwagi"- recenzja "Byłam tu"- G. Forman

Witam, pora na kolejną recenzję utworu Gayle Forman. Jakoś tak ostatnio skupiłam się na jej książkach i nie żałuję. Uważam ją za bardzo utalentowaną pisarkę, która ma odwagę podejmować naturalne tematy, które mimo, iż nas otaczają stanowią pewne tabu, o którym boimy się mówić. Taka literatura jest ważna. To dzięki niej młodzież może poznawać świat taki jaki jest, bez kolorowania tego, co jest bure i ponure oraz kształtować swoje zdanie na niełatwe tematy.

"Byłam tu"- Gayle Forman


Polski tytuł: Byłam tu
Oryginalny tytuł: I Was Here
Autor: Gayle Forman
Liczba stron: 317
Wydawnictwo: Bukowy Las

Data wydania: 2015
Kategoria: literatura młodzieżowa

Opis:

Nowa powieść Gayle Forman, autorki bestsellerów „Zostań, jeśli kochasz” i „Wróć, jeśli pamiętasz”.
Amerykańska pisarka znów dotyka do żywego, pisząc o najistotniejszych życiowych problemach ¬– nie tylko młodych ludzi. Opowiada o osiemnastoletniej Cody Reynolds zmagającej się z utratą najlepszej przyjaciółki. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „Czemu Meg odebrała sobie życie?” rzuci Cody w wir podróży tropem przyjaciółki, która z zapyziałego miasteczka wyjechała na prestiżowe studia, ale też na spotkanie z prawdą o niej i o sobie samej, a nawet z wielkim niebezpieczeństwem. Bohaterka będzie zmuszona zakwestionować wszystko, co dotąd uważała za pewnik. Nie tylko swoją relację ze wspaniałą Meg, ale i znaczenie takich pojęć, jak życie, miłość, śmierć i przebaczenie.


Ja wiem, ja wiem... nie okładka jest najważniejsza, ale wybaczcie. Muszę o niej powiedzieć. Jest piękna. Taka wysublimowana, taka urocza, taka tajemnicza. Wszystkie ilustracje na wydaniach utworów pani Forman mają jeden ton. Od razu można poznać, że to jej książka. Zawsze na początku są okryte pewna tajemnicą, jednak po przeczytaniu lektury rozumiemy skąd takie a nie inne fragmenty całego obrazka. Uwielbiam ją za to. To dodaje książce charakteru.
O samym utworzę będzie krótko, bo nie chcę przypadkiem zaspoilerować, a ta książka jest po prostu rewelacyjna i każdy powinien ją przeczytać! Gayle Forman po raz kolejny otwarcie mówi o problemie, o którym inni boją się nawet pomyśleć. Dodatkowo robi to bardzo przenikliwie, dzięki czemu trafia do świadomości odbiorcy. Prowokuje do tego by czytelnik choć przez chwilę pomyślał o swojej moralności i o tym jak on zachowałby się w takiej sytuacji. Jeśli chodzi o mnie cały czas zadawałabym sobie pytanie: co by było, gdybym to ja musiała podjąć taką decyzję, gdyby to mnie spotkała taka sytuacja. 
Byłam pod wrażeniem, że autorka połączyła temat śmierci i romansu. Przyznam, że po pierwszej połowie utworu nie spodziewałam się, że za chwilę pojawią się taki element.
Jak widać książka od pierwszych stron kryje w sobie wielką tajemnicę, a napięcie jest utrzymane do samego końca.
Czytając opis nie byłam zachwycona. Nie spodziewałam się po tym tekście za wiele. Zaryzykowałam, bo lubię twórczość Gayle i nie żałuję. Polecam ten utwór wszystkim, dla których ludzkość stanowi zagadkę. Na pewno odkryją tutaj kilka moralności, którymi warto się kierować. Ci, którzy ograniczają się po stracie kogoś bliskiego, myśląc, że mogą go skrzywdzić jakąś swoją decyzją również powinni sięgnąć po "Byłam tu". 

"Skomplikowane i splątane w jakiś zupełnie popieprzony węzeł? To dobry sposób by nas opisać. Być może właśnie taka jest miłość."

"(...) jeśli naprawdę miał taki zamiar, to powinien zachować go dla siebie. Kiedy jesteś na coś zdecydowany, siedzisz cicho."  

wtorek, 19 lipca 2016

Weekend w Sianożętach

Witam, w niedzielę wróciłam do domu i tak jak obiecałam zdaję Wam relację z mojego krótkiego pobytu nad morzem. Niestety na chwilę obecną nie mam żadnych prywatnych zdjęć, ale obiecuję, że dołożę je do tego posta, gdy tylko do mnie trafią. ;)

Dzień I
W piątek popołudniu wyjechaliśmy do Sianożęt. Po spędzeniu około trzech i pół godziny w samochodzie dotarliśmy na miejsce. Wiadomo, że Sianożęty to wieś, na której wszystko skupione jest na jednej ulicy, więc od razu pojawiło się dużo straganów. Szybko znaleźliśmy nasze domki letniskowe. Wchodzę do środka i... O MÓJ BOŻE myślałam, że dostanę klaustrofobii, małe pokoje, dużo ludzi i... tłum dzieci na podwórku. Na szczęście było to tylko pierwsze wrażenie. Domki tak na prawdę były bardzo funkcjonalnie urządzone i spokojnie ze wszystkim się pomieściliśmy. Jeśli ktoś wybiera się w tamte strony to ośrodek wypoczynkowy Delfin z ulicy Lotniczej śmiało mogę polecić. 
Domki Letniskowe "Delfin"
Jestem osobą, która ma małe problemy z za klimatyzowaniem się w nowym otoczeniu jednak tym razem nie sprawiło mi to dużego kłopotu. Już po kolacji mimo silnego wiatru wybiegłam na plażę na trening. Nad samym morzem udało mi się biec jakieś pięć minut, bo wiatr utrudniał trening, ale skorzystałam z promenady ciągnącej się wzdłuż wybrzeża. Ile te ćwiczenia dały mi radości! Zawsze będąc nad morzem podziwiałam biegaczy i sama chciałam być taka jak oni. Tym razem mi się to udało. Mogę to nazwać małym sukcesem. Dodam, że byłam tam pierwszy raz, więc nie znałam okolicy a po powrocie dowiedziałam się, że dobiegłam aż do połowy Ustronia Morskiego- trochę pozwiedzałam. Wejście na molo będę długo wspominać, bo... zbiegłam z niego szybciej niż wbiegłam. Przy takim wietrze były ogromne fale i byłabym wykąpana już pierwszego dnia pobytu.
Ten dzień zakończyliśmy na zabawie tanecznej w miejscowym barze.

Dzień II
Z rana wyszliśmy nad morze by pospacerować po brzegu. Po śniadaniu wybrałam się na wycieczkę rowerową do Kołobrzegu- to miasto jest mi już dobrze znane i bardzo je lubię, bo często zabierali mnie tam rodzice. W tym roku wydawało mi się wyjątkowo zatłoczone, a może po prostu jako dziecko nie zwracałam na to takiej uwagi. Dotarłam do portu i pod latarnię. Miłym akcentem było odkrycie w czasie drogi pięknego rozlewiska w pobliskim rezerwacie. Tyle razy byłam w Kołobrzegu i nigdy tego nie widziałam. 
Latarnia morska i port w Kołobrzegu
Po powrocie do Sianożęt poleżeliśmy na plaży, a po obiedzie poszliśmy pospacerować ulicami Ustronia. Pod wieczór wybrałam się na spacer do tamtejszej stadniny koni- nie mogłam sobie darować takiej atrakcji, a gdy było już ciemno spędziłam romantyczne chwile z moim chłopakiem na plaży.

Dzień III
Dzień wyjazdu- jak bardzo nie chciałam wracać do domu. Zakochałam się w tym miejscu.
Rano ostatni trening biegowy. Śniadanie, sprzątanie, pakowanie, kawa i kierunek Ustronie. Dużo spacerowaliśmy, czy to miastem, plażą, czy deptakiem. Zwiedziliśmy całe miasto. Po obiedzie pożegnaliśmy się z morzem i wyruszyliśmy w drogę powrotną.
Dobrze jest móc powiedzieć do morza "do zobaczenia za dwa tygodnie", a nie "za rok" jak to przeważnie bywało.
Molo

Podsumowując wyjazd udał się w stu procentach. Potrzebowałam takiej spontanicznej odskoczni od codzienności. Już w piątkowy wieczór kompletnie zapomniałam o tym, że byłam tego dnia w pracy, a i wracać do niej nie było tak ciężko wiedząc, że pod koniec miesiąca czeka mnie kolejny urlop. 
Sianożęty i Ustronie Morskie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Śmiało mogę powiedzieć, że od teraz będzie to moja ulubiona nadmorska okolica. Zdecydowanie polecam ją wszystkim, którzy planują wypoczynek nad morzem- zwłaszcza tym aktywnym, którzy nie mogą usiedzieć w miejscu. Miejsc do uprawiania sportu znajdziecie wiele, a plaża i pobliskie bary też nie pozostawiają wiele do życzenia.

środa, 13 lipca 2016

LemON i After Party- Dni Obornik 2016

Witam, tym razem post całkiem prywatny. Chcę się z Wami podzielić moimi odczuciami po tegorocznych dniach Obornik (miasta położonego 20min drogi od moich rodzinnych stron). 
Gwizdami tego wydarzenia był zespół LemON oraz After Party. Z tymi pierwszymi miałam już w tym roku okazję się spotkać <relacja tutaj-klik>. Jednak bardzo ich lubię, a ich pierwszy koncert mnie zachwycił, więc wybrałam się na nich raz jeszcze. Tym razem w innym składzie. Towarzyszył mi mój chłopak, mama i siostra.

video

Koncert zaczął się o godzinie 21.00. Stałam w trzecim rzędzie od sceny wprost naprzeciw mikrofonu głównego wokalisty. Miałam to szczęście, żeby zobaczyć go już chwilę przed wyjściem na scenę. Mimo to kiedy Igor wbiegł na nią wylałam z siebie falę euforii piszcząc głośno i skacząc. Prawie płakałam ze szczęścia. (Tak, tym razem zareagowałam dużo emocjonalnie niż na ich pierwszym koncercie, na którym byłam.) Pierwsze utwory były mniej znane. Jednak później zaczęli grać radiowe hity i przy każdym z nich piszczałyśmy, skakałyśmy i piszczałyśmy z siostrą jak szalone. Najlepiej bawiłyśmy się oczywiście przy naszym ulubionym utworze- "Wkręceni". Świetnym momentem koncertu była chwila kiedy Igor poprosił nas byś wykrzyczeli najpierw swoje negatywne, a następnie pozytywne emocje. To był idealny dzień na wrzaski. Miałam, co z siebie wyrzucić i naprawdę mi ulżyło kiedy to zrobiłam. Na bis muzycy zagrali utwór Scarlett, o który poprosiła publiczność i rzucili w naszą stronę pałeczki. Po koncercie bardzo zależało nam na zrobieniu sobie zdjęcia z Igorem. Pobiegłyśmy do niego, gdy tylko moja siostra zobaczyła go pod sceną. Jednak artysta odmówił zdjęcia, mimo iż chwilę wcześniej zrobił kilka z innymi fankami. Nie zgodził się też na danie autografu na ręce- konieczna była kartka. Przyznam, że zrobiło nam się przykro i nie pochwalam takiego zachowania.Wiem, że ma on prawo do swojej prywatności jednak w dzisiejszym czasie selfie z gwiazdami jest bardzo dobrą reklamą ich samych. Jak się później dowiedziałam od znajomego fotografa upamiętniającego to wydarzenie, manager zespołu nie zezwala na to. Moim zdaniem wielka szkoda. Fani czuli by z nimi większą więź a oni mieli by lepszą reklamę i opinię. Teraz wydaje mi się, że zachowanie muzyków na scenie, gdy są bardzo wrażliwi i afirmują życie nie do końca pokrywa się z ich charakterem i codziennym zachowaniem. Na scenie grają dosłownie i w przenośni, a szkoda, bo byłam nimi wcześniej naprawdę urzeczona.  Uważam, że do momentu, gdy mają kontakt z fanami powinni być tymi samymi osobami, które reprezentują na estradzie. To buduje poczucie autentyczności.



Po ich występie na scenie pojawiła się miejscowa gwiazda muzyki disco polo- Bartek Tecław i zaczęła się zabawa w tych rytmach. Przenieśliśmy się na tył by moc potańczyć. Razem z Bartkiem swój wspólny przebój czekający na premierę zaśpiewali Two Boys. A mojemu znajomemu udało się załatwić dla mojej mamy płytę z dedykacja.
Krótko potem na scenie pojawiło się After Party i to przy ich rytmach szalałyśmy do samego końca. Zagrali wszystkie swoje znane przeboje. I cieszę się, że nie cover'owali utworów innych wykonawców. Prezentowali tylko swoje piosenki i za to ich szanuję. Rozdali tez publiczności parę płyt i zaprosili kilka osób z publiczności na scenę. 
To był bardzo udany wypad i cieszę się, że miałam okazję do tak udanej zabawy. Oby więcej takich eventów w naszej okolicy.



niedziela, 10 lipca 2016

Wśród wielku tytułów wybrane...

Cześć kochani, przychodzę do Was z nowym cyklem czytelniczym. Nigdy wcześniej nie prezentowałam Wam książek, które zamierzam przeczytać. Teraz postanowiłam to zmienić. Dziś prezentuje Wam pierwszy stoik, który czeka w kolejce na przeczytanie.


 1."Za drzwiami pałacu"- Nigel Dempster, Peter Evans
2. "Anioły i demony"- Dan Brown
3. "Szanghajska kochanka"- Wei Hui 
4. "Byłam tu"- Gayle Forman
5. "Dziennik Bridget Jones"- Helen Fielding

6. "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"- Sherry Argov
7. "Zakwitające dziewczęta" -Marita de Sterck
8. "Ślepnąc od świateł"- Jakub Żulczyk
9. "Zmierzch"- Stephenie Meyer
10. "Biała Masajka"- Cornie Hofmann
11. "Mój pan i władca"- Tehmina Durrani


Pojawiają się tu tytuły mniej i bardziej znane. Niektóre z nich już raz miałam okazję przeczytać, ale postanowiłam do nich wrócić. Kolejne zauważały czytając Wasze blogi, a jeszcze inne przykuły moją uwagę podczas wizyty w bibliotece. Mam nadzieję, że czas im poświęcony nie będzie stracony. Nie mogę się doczekać, aż podzielę się z Wami moją opinią na ich temat.



Ktoś z Was czytał, którąś z tych książek? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat? Tylko bez spoilerów, proszę. :)


czwartek, 7 lipca 2016

Rok jakich mało- "Ten jeden rok" Gayle Forman

Hej, udało mi się w końcu przeczytać w tym miesiącu pierwszą książkę. Ufff.... Najpierw nie miałam, co czytać, a potem nie miałam kiedy tego robić. A tak się cieszyłam, że w maj był dla mnie taki łaskawy.
Teraz przeczytałam utwór, na który w sumie trafiłam przypadkiem. Chcecie poznać moją opinię o książce Gayle Forman? Zapraszam do czytania.

"Ten jeden rok"- Gayle Forman


Polski tytuł: Ten jeden rok
Oryginalny tytuł: Just One Year
Autor: Gayle Forman
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2015
Kategoria: literatura młodzieżowa
Opis:
Willem stracił kontrolę nad swoim życiem. Boleśnie zraniony śmiercią ojca obawia się kolejnej miłości i kolejnej (być może) straty. Nie potrafi jednak zapomnieć dnia spędzonego w Paryżu z pewną niezwykłą dziewczyną. Czuje, że musi ją odnaleźć, chociaż nie zna nawet jej prawdziwego imienia. Mimo to będzie próbował. W najbliższym roku czeka go kilka ważnych decyzji. Czy zaryzykuje? Czy otrzyma dar od losu i spotka ponownie Allyson?


Z tą autorką spotkała się już czytając "Zostań, jeśli kochasz" i "Wróć, jeśli pamiętasz". Bardzo lubię jej styl. Uważam, że zdecydowanie potrafi posługiwać się piórem i oczarowywać czytelnika. Tym razem jednak chyba miałam za duże oczekiwania lub spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Nie powiem jednak, że czegoś tej książce brakuje. Po prostu nie trafiła w moje gusta. 
Podejrzewam, że to dlatego, że jest tutaj dużo o podróżowaniu i szukaniu swojego miejsca w świecie. Ja osobiście tego nie lubię. Nie lubię czytać o tak "zagubionych" ludziach, którzy nie wiedzą czego konkretnie chcą.  Nieco mnie to irytuje. Tak, więc główny bohater Willem nie przypadł mi do gustu. Mimo to uważam, że jest to ciekawie wykreowana postać.
Przyznam, że początkowo utwór mnie męczył i zmuszałam się do jego czytania. Później jednak mnie wciągnął i chwytałam go w każdej wolnej chwili.
Skoro już o postaciach mowa to bardzo podoba mi się sposób w jaki została tutaj pokazana Yael- matka Willema. Poznajemy ją jako osobę zimna i oschłą, która wręcz nie zwraca uwagi na syna. Tak bardzo jej przez to nie lubiłam. Jednak pod koniec książki okazuje się, że cały czas nad nim czuwa- chociażby dbając o jego finanse. Oboje nie umieli "mówić w tym samym języku". Kiedy ostatecznie udało im się porozmawiać poczułam tę samą ulgę, co Willem.
Jest to "recenzja", więc warto powiedzieć coś o głównym wątku tej książki, czyli o tym jak Willem poszukuje swojej poznanej w Paryżu Lulu. Chłopak spędził z nią jeden dzień i nie zna nawet jej imienia, ale robi wszystko by ją odnaleźć. Tajemnicza Lulu intrygowała mnie chociażby dlatego, że "Ten jeden rok" to kontynuacja historii opisanej w "Ten jeden dzień". Ja pierwszej części nie czytałam, więc bohaterka była mi obca. Przez to byłam bardzo ciekawa kim ona jest. Co ma w sobie takiego, że on tak bardzo jej pragnie. Niestety nie udało mi się tego odkryć. Mam tutaj lekki żal do autorki, że ostatecznie tak mało przybliżyła charakter tej osoby. Czegoś mi tu zabrakło. Chciałam poczuć, że zachowanie Willema było słuszne, że miał za czym gonić. Ja jednak nie doszukałam się w tym sensu. Szkoda.
To, co powiem może zabrzmieć dość "pusto",a le najbardziej z tej książki spodobała mi się okładka. Wiemy, że pani Forman zawsze stawia na urocze ilustracje na swoich książkach. Tak jest i tym razem. Dołączony obrazek urzeka i zachęca do czytania utworu.
Tak jak i ja. Tak, mimo iż czegoś mi tu zabrakło zachęcam do sięgnięcia po ten tekst. Sama zamierzam też przeczytać pierwszy tom tej historii. Chociażby po to by znów doszuka się w nim perełek w postaci cytatów.
 
"Powinienem czuć ulgę. Ale, co dziwne, jestem tylko zawiedziony. Bo teraz stało się to dla mnie ważne. A coś mi podpowiada, że skoro tak, to może nie powinno być łatwe."

"Jedyne, co mam w życiu, to czas, ale kiedy go potrzebuję, zawsze się go okazuje za mało"

piątek, 1 lipca 2016

Czerwiec 2016 #podsumowanie miesiąca

Witam!
Mija kolejny miesiąc. Już pół roku za nami. Jakoś szybko mi ten czas ucieka. Może dlatego, że jestem cały czas zajęta? To chyba jest odpowiedni powód. W sumie mnie to cieszy. Nie to, że czas ucieka, ale to, że mam, co robić. Ja tak lubię. Potrzebują aktywności i zorganizowanego czasu. Przyjaźnię się z kalendarzem. ;)

Co się u mnie wydarzyło w ciągu tego miesiąca?

Hm...  mogę pochwalić się drugą rocznicą mojego związku. Było, co świętować i tak też zrobiliśmy. Miło wspominam ten dzień.

Dawno nie pisałam nic o mojej małej psocie. Szczeniak ma już trzy miesiące i jest prawdziwą łobuziarą. Pozbawiła mnie trzech ładowarek, zegarka elektrycznego, tapety, ukochanych szpilek, klapek i dużych kwiatów. Trudno, trzeba żyć dalej. Szpilki kupiłam nowe- ładniejsze. Ahh... ta moja słabość do butów. I tak kocham moją Emy bardzo, bardzo mocno. Opieka nad nią daje mi dużo satysfakcji i uśmiechu. Zwierzęta mają coś w sobie. Nawet kiedy wracam do domu zmęczona po pracy i widzę bałagan jaki narobiła to i tak nie mogę się do niej nie uśmiechnąć.


ta rasa miała mało szczekać...

Taki Jack :)

kocham ten pysk!

W dziedzinie sportu też jest coraz lepiej. Trening powoli staje się nawykiem. Potrzebuję go. Mimo, iż teraz pod koniec miesiąca mam kryzys. Mam nadzieję, że szybko minie. Tym bardziej, że się rozwijam. Udało mi się poprawić czas w biegu na 5km i UWAGA! przebiegłam swoją pierwszą dychę. Tak, tak zrobiłam 10km i to nie chwaląc się z całkiem ładnym czasem. Chyba jeszcze nigdy nie byłam z siebie taka dumna!

W pracy raz lepiej, raz gorzej. Mam wrażenie, że niekiedy szefostwo wymaga od nas byśmy rodzili się z wiedzą potrzebną do naszej pracy... Ehh, spokojnie wszystkiego się nauczę. To tylko kwestia czasu. Cieszę się, że tu pracuję. Daje mi to dużo satysfakcji. Nawet zmieniłam zdanie odnośnie wyboru kierunku studiów. A upierałam się, że nie złoże papierów na nic innego niż anglistyka, bo jak miałam 6 lat powiedziałam, że będę nauczycielką i tego się trzymałam, aż do początku czerwca. W pracy przyda mi się zupełnie inny kierunek, a że praca mi się podoba to czemu, by nie połączyć przyjemnego z pożytecznym.

Miłym wydarzeniem w tym miesiącu była kolejna w tym roku wizyta na koncercie zespołu LemON i pierwsze spotkanie ze zespołem After Party- relacja już niedługo na blogu.  

Szkoda tylko, że koniec miesiąca zakończył się stresem i nerwami. Otóż mój chłopak miał mały wypadek i trafił do szpitala. Ja jednak jestem zbyt emocjonalna i za bardzo takie rzeczy przeżywam. Chciałabym móc powiedzieć, że ten koszmar już za mną, ale niestety czekają nas kolejne spotkania z lekarzami i "nieco" wydatków. A miał to być piękny wakacyjny miesiąc... i miej tu człowieku plany...

Przepraszam, że kończę takim smutnym akcentem, ale nie jest u mnie obecnie wesoło.

Niestety jeśli chodzi o moje czytelnictwo był to kiepski czas. Przeczytałam tylko dwie książki:
-"Ten jeden rok"- G. Forman (recenzja wkrótce)
-"Byłam tu"- G. Forman (recenzja wkrótce)
Razem daje mi to  685 stron, czyli ok. 23 strony dziennie.

Statystyki bloga prezentują się następująco:
-dodałam 5 postów
-otrzymałam 9 komentarzy
-wyświetlono 224 razy

Niestety w tym miesiącu nie było czasu ani na bloga ani na książki. Na szczęście już to nadrabiam.

A co Wam przyniósł czerwiec?